niedziela, 14 lipca 2013

2. Plosze.

Rano wstałam obolała, podniosłam głowę po czym z powrotem schowałam ją pod poduszkę.
- Niech ten koszmar się skończy, błagam. – jęknęłam.
            Wstałam powoli po czym skierowałam moje kroki do wypasionej łazienki. Fakt była ładna ale jakoś wszystko źle mi się kojarzyło. Założyłam na siebie mój ulubiony sweter, jeansy, za kleksione trampki, t-shirt z nadrukiem. Włosy rozczochrałam, a grzywkę poprawiłam na bok.
            Zeszłam na dół i wyciągnęłam z lodówki mleko i płatki. Usiadłam przy stole i zaczęłam wsuwać śniadanie. Do pomieszczenia wszedł blondyn. Uśmiechnęłam się lekko. Odwzajemnił uśmiech i zaczął wyciągać z lodówki milion rzeczy po czym zrobił dwie super wypasione kanapki, normalnie jak ze Scooby – Doo. Popatrzyłam na niego spode łba.
- Ty to wszystko zjesz, ja ledwo dojadam te płatki. – powiedziałam.
- To jest mało. – odparł i zaczął jeść kanapki.
- Smacznego.
- Nawzajem.
            Z wytrzeszczonymi oczami patrzyłam jak Niall wsuwa te dwie kanapki. W pewnym momencie ode chciało mi się jeść. Podsunęłam miskę koledze a on z uśmiechem na twarzy zjadł moje płatki.
 - Co dzisiaj robisz? – zapytał blondynek.
- Chyba będę noł lajfić. – powiedziałam.
- To może chcesz iść ze mną do centrum?
- Emm… chyb nie będę miała nic lepszego do roboty. -  przejdę się.
- To sklep muzyczny a potem Nando’s.
- O której?
- Możemy choć by zaraz. – popatrzyła na wejść do kuchni. – Czekaj sekundkę.
            Chłopak wyszedł za ścianę.
- HARRY JEDŹEMY  DO CENTRUM ZABIERASZ SIĘ?!- usłyszałam jak blondyn drze jape.
- SEKUNDĘ,  ZARAZ ZEJDĘ. – krzyknął loczek.
            Zaczęłam się śmiać. Boże, ale oni są nie normalni, ciekawe co oni potrafią jeszcze zrobić. Wybiegłam po portfel, związałam jakoś włosy i wsadziłam telefon do kieszeni. Zbiegłam na dół.
            Harry i Niall stali już przy wyjściu. Uśmiechnięta wyszłam na pole. Nie padało ale też nie świeciło, było tak jakby przed burzą. Niall miał prowadzić. Wskoczyłam na tyły i zaczęłam bawić się telefonem. Nie wiem kiedy nawet dojechaliśmy. Chłopcy założyli kaptury i ciemne okulary. Wyglądałam przy tych wieżowcach jak smarkacz.
- Wyglądam przy was jak gówniara. – jęknęłam.
- My przy tobie jak nie widome dziadki. – zaśmiał się Niall.
- Furby, mów za siebie. – wypalił Styles.
            Najpierw zaliczyliśmy sklep muzyczny gdzie blondynek kupił sobie struny do gitary. Harry wyciągnął nas do fryzjera. Jak ja to kocham. Nad moimi kudłami nie da się zapanować. Rozczeszę je to już po pięciu minutach są poplątane. Super.
            Obcięliśmy końcówki a Niall je zafarbował bo zaczął jęczeć, że ma odrosty. Poszliśmy do Nando’s. Dostaliśmy karty i od razu popatrzyłam na sałaki. Grecka była najlepsza. Niall zamówił z Harrym kurczaki. Zjedliśmy i poszliśmy do supermarketu. Zobaczyłam, że mają świeże marchewki. Pycha jak ja je uwielbiam. Wzięłam pięć do woreczka i wrzuciłam do koszyka.
            Kiedy kierowaliśmy się do wyjścia na jednej z wystaw zobaczyłam cudną sukienkę bez pleców, w paski. Kocham paski.
- Możemy, wejść? – zapytałam.
- Nie błagam, - jęknął Niall.
- Plosze. – powiedziałam jak dziecko.
 - Tylko szybko.

- Dobra, pięć minut.
            Wskoczyłam do sklepu i od razu wzięłam odpowiedni rozmiar sukienki. Przymierzyłam ją i z uśmiechem na ustach zauważyłam, że jest dobra. Kupiła sobie jeszcze spódniczkę w paski, i brązowe szelki. Wszystko w jednym sklepie, żeby nie denerwować chłopców.
            Znalazłam chłopców i ruszyliśmy w stronę parkingu. Wsadziliśmy jeszcze zakupy do samochodu i sami zajęliśmy miejsca. Niall nie odpalił silnika.
- Ja chcę jeszcze do kina. – powiedział.
- Okey. – odparł Harry.
- Jestem za. – powiedziałam i wysiedliśmy z samochodu.
            Weszliśmy do kina i popatrzyliśmy na repertuar. Co drugi film to horror i nie było mi tak wesoło kiedy chłopcy oznajmili, ze idziemy na jeden z nich i to w 3d.
- Ej, ale ja po takich, rzeczach nie sypiam. – powiedziałam cicho.
- Oj tam, jakiś tam nędzny horror. – powiedział Styles.
- Hazza, jak się boi to oglądniemy coś co może grają w Sali dla VIP. Zawsze mówiłeś że przejdziesz się do tej sali. – pomógł mi blondynek.
- No niech wam będzie. – Harry poszedł na rękę.
            Wybraliśmy Uniwersytet Potworny. Uśmiałam się trochę ale Niall i Harry chyba więcej. Wyszliśmy z kina i jeszcze raz do Nando’s. Niall zamówił tym razem z połowę z karty dań… na wynos. Ja zadowoliłam się shakem z McDonalda.
            Wróciliśmy do domu ledwo utrzymując żarcie Nialla w rękach a ja do tego miałam jeszcze moje marchewki i ubrania które kupiłam. Weszliśmy z trudem do kuchni i jebnęliśmy wszystkim o stół. Wzięłam jabłko ze stołu i pobiegłam do siebie. Powiesiłam nowe ciuchy w giga szafie i ściągnęłam buty. Zostały mi jeszcze trzy ściany do pomalowania. Wyciągnęłam pędzle i namalowałam Mike Wazowskiego, tego małego z jednym okiem z potworów a obok machnęłam kreskówkową mnie, Nialla i Harreego, a za nami wielkiego Salivana. Zajęło mi to trochę nie powiem ale obraz był na całą ścianę i był bardzo śmieszny.
            Uśmiechnęłam się od siebie. Wyciągnęłam czerwony zeszyt i chwyciłam za pióro.
„Hejka tato
Wiesz chyba nie będzie tak źle, poznałam bliżej Harrego i Nialla, straszne wariaty. Są bardzo mili i świetnie bawiłam się mimo tej okropnej pogody. Mimo, że to przez Louisa sukces nie żyjesz to cieszę się, że poznałam te dwa głąby. Może uda mi się wybaczyć Lou. Może nie jest… może uda mi się o tym zapomnieć zważając na to, że nie wie dlaczego go tak nie lubię nie licząc licznych żartów które mi wykręcił, myśli że to tylko z tego powodu. Mam nadzieję, że jakoś się do niego przekonam ale to już ode mnie zależy.
Kocham Cię. Buziaki. „
            Zamknęłam zeszyt i chwyciłam worek moich marchewek. Zbiegłam na dół podśpiewując piosenkę Ed’a  Sheeran’a. Weszłam do kuchni i usiadłam przy Niallu, który dalej jadł swoje zakupy z Nando’s. Zaczęłam wsuwać marchewki.
- Chcesz? – zapytał blondyn chyba odruchowo.
- Nie dzięki, przecież nie jem mięsa. – uśmiechnęłam się.
- Sorki. – przeprosił.
- To nic.
            Do kuchni wpadła reszta zespołu łącznie z moim kuzynem który się wywalił. Poprawiłam okulary na nosie i uśmiechnęłam się do chłopców.
- On chciał ci coś dać? – zapytali chórem. – Z jedzenia?!
- No tak. Co w tym dziwnego.
- On się jedzeniem nie dzieli. – powiedzieli.
- Niall a masz jakąś sałatkę? – zapytałam.
- Gdzieś będzie grecka, i ewentualnie z makaronem lub brokułami. – powiedział z pełnymi ustami.
- Mogę?
- Bierz co chcesz.
            Zaczęłam szukać między torebkami i znalazłam grecką i plastikowym pudełku. Zajęłam się sałatą i mozarellą. Popatrzyłam na chłopaków którzy ślinili się na widok całego żarcia. Sięgnęłam po jedną marchewkę.
 - Louis orient! – krzyknęłam i rzuciłam warzywem.
            Chłopak złapał ją i od razu wsadził do buzi. Uśmiechnęłam się przyjaźnie. Jak zwykle nie dokończyłam sałatki i dojadł ją Niall.
- Jak on to spala? – Zapytałam Hazzę.
- To pytanie zadaje sobie wiele ludzi ale jeszcze nikt nie znalazł na to odpowiedzi. – odparł teatralnie.
            Usiedliśmy przed telewizor. Chłopcy włączyli jakiś film. Koło mnie klapnął Harry i Niall. Poprawiłam okulary na nosie i naciągnęłam rękawy granatowego swetra na dłonie i wystawały mi tylko końce palców.
            Dopiero po jakiś piętnastu minutach filmu kapnęłam się, że to jest horror. Zakryłam dłoniami twarz i starałam się skupić na wszystkim oprócz tego co dzieje się na ekranie. Taaa, flaki, oderwane głowy, i inne części ciała jakoś nie wprawiały mnie w radość. W połowie filmu nie wytrzymałam i wyszłam z salonu. Pobiegłam do pokoju i wyciągnęłam telefon. Wybrałam numer do Mirandy mojej przyjaciółki.
- Halo?
- Maya jak tam u kuzyna? – zapytała brunetka.
- Oglądają horror. – oznajmiłam.
- A ty jak zwykle wyszłaś co nie?
- Jakbyś mnie nie znała. – zaśmiałam się.
- Idź w Paryżu jest taka brzydka pogoda, pewnie nie lepiej od ciebie.
- Wpadła byś na tydzień?
- Pewnie.
- Czekaj sekundkę. – poprosiłam Mirandę.
            Wybiegłam na schody i wychyliłam się na dół.
- Louis?! Moja koleżanka przyjedzie na tydzień! – krzyknęłam
- No spoko! – wydarli się chórem.
            Chwyciłam telefon i oznajmiłam przyjaciółce, że może przyjechać na tydzień. Już za kilka dni będziemy się nudzić razem. Usiadłam na podłodze przed pustą ścianą i popatrzyłam w białą farbę. Machnęłam pędzlem pomarańczową kreskę. Po chwili powstał mały motyl na tęczowej róży. Uśmiechnęłam się do siebie.
            Nagle do pokoju wpadł Niall a ja się przestraszyłam.
- Nie rób tak. – poprosiłam.
            Niall się cofnął jakby go coś poraziło. Popatrzyłam na niego i zaczęłam się śmiać. Chłopak podszedł do ściany z swoją podobizną.
- Serio tak wyglądam? – zapytał.
- No trochę, ale to też moja wizja artystyczna. – zaśmiałam się.
            Usiadłam na łóżku i popatrzyłam na blondyna. Uśmiechnęłam się do niego i wyciągnęłam laptopa z pod poduszki. Włączyłam wyszukiwarkę po czym wstukałam One Direction informacje.
            Stek bzdur zaczął pojawiać się w kolumnach.
- Serio mało odpowiadasz w wywiadach? – zapytałam.
- He, czasami reporterzy pytają o takie rzeczy, że mi się przeklnie. – zaśmiał się.
            Popatrzyłam na niego z pode łba. Uśmiechnął się głupkowato usiadł koło mnie. Wlepił wzrok w ekran laptopa. Zaczął się śmiać kiedy pokazałam mu 69 informację o nim. Co za głupoty były powypisywane.
- Jak to jest być weganinem? – zapytał nagle.
- Co?! Czekaj, stop.. Nie jestem weganinem. Jestem wegetarianinem. – poprawiłam chłopaka.
- Czym to się różni?
- Wegani nie jedzą nic co pochodzi od zwierząt, czyli serów, jajek, mięsa. – powiedziałam. – Wegetarianinie nie jedzą tylko mięsa.
- Ty nie jesz…
- Tylko mięsa. – dokończyłam.
- Spokojnie, już ogarniam. – zaśmiał się. – idziemy na dół.
- Po co, jak tam zejdę to umrę ze strachu, wolę tu posiedzieć i posłuchać muzyki. – powiedziałam.
- Powiedz mi coś o sobie. – poprosił.
- Po co?
- Bo chcę wiedzieć.
- Mieszkałam chwilę w Londynie, potem się przeprowadziliśmy do Paryża. – powiedziałam w skrócie. – tata umarł jakieś… a ja wiem, może dwa lata temu. Zaczęłam malować i rysować w wieku 10 lat, moją ulubioną piosenkarką jest P!nk. To z resztą chyba widać. – pokazałam na ścianę z jednym z malowideł.  – Lubię śpiewać i tańczyć, ale nie robić tego publicznie. Raz wystąpiłam na szkolnym festiwalu, to jako jedyna musiałam śpiewać bis i do tego tańczyć plus owacje na stojąco. Nie byłam na ani jednym koncercie mojej idolki i bardzo tego żałuje. Co do Louisa, nie lubię go a z jakiego powodu wie tylko moja mam i ja i nikt chyba się nie dowie.  Nie słyszałam waszych piosenek, bo jak tylko słyszę w radiu „One Direction” to zmieniam stację. Lubię koty, nienawidzę przemądrzałych gwiazdeczek, czytaj Taylor Swift, Lady Gaga…i wiele innych osób. Czytam magazyny i generalnie nie wierzę w większości tych bzdur. Ale niektóre są prawdziwe chociażby takie, że Lou nienawidzi ojca. Mam przyjaciółkę Mirandę która tu przyjedzie na wasze nieszczęście jest Directioners i nie wie że to właśnie Loui jest moim kuzynem. Dziewczyna jest dobra we wszystkim ale nie jest w niczym najlepsza. To ona namawia mnie do szaleństw. Nie mam rodzeństwa, jest mi z tym dobrze, nie jestem pępkiem świata, nie lubię szkieł kontaktowych. Uwielbiam moje gogle i te wiszące na mnie ciuchy. W szkole jest jedna Kelsy której nie znoszę, jest Directionerką i lubi mi dokopać. Czasami mam ochotę wydrzeć się na tą jej mordę i powiedzieć co o niej sądzę i że to ja mam zajebistego kuzyna bo jest on właśnie tym fantastycznym Louisem Tomlinsonem, a pech chciał, że on jest jej faworytem. Chwali się, że ma kasę, a w rzeczywistości mam jej dwa razy więcej tylko po prostu jej nie wydaję, nie cierpię makijażu ani wysokich obcasów… - popatrzyłam na chłopaka. – Coś jeszcze?
- Nie chyba nic więcej.
- A i nie znoszę horrorów. – dodałam.
- Zdążyłem zauważyć.
            Zeszliśmy na dół do kuchni gdzie siedział Loczek z jakąś blondi, po chwili rozpoznałam w niej wielmożną deskę, pannę Taylor Swift. Wyciągnęłam z lodówki marchewkę a Niall zabrał z szafki żelki i poszliśmy do salonu. Usiadłam koło Louisa a Niall koło mnie.
            Udało mi się z kuzynem wynegocjować jakąś komedię albo film akcji. W ostateczności wyszło że ma być film „A więc wojna

wtorek, 9 lipca 2013

1. Mówi że nie będzie używać angielskiego.

Wakacje i Londyn to nie jest dobre połączanie, przecież w tym mieście ciągle leje. Tak było i tym razem. Siedziałam na lotnisku i nawet nie myślałam o wyjściu na pole. Czego się spodziewałam, ciepłych wakacji na Chorwacji, wypadu do Aten, marzyłam o tym ale nie moja mama wpadła na pomysł wysłania mnie do Londynu do Kuzyna który robił ze mnie pośmiewisko przez lata kiedy chodziliśmy razem do szkoły, potem razem na zajęcia dodatkowe i tak dalej. To dlaczego miałabym jechać to z uśmiechem na twarzy. Dobrze, że przeprowadziliśmy się do Francji. Odizolowałam się od mojego kuzynka i nauczyłam się mówić perfekcyjnie po francusku. To on się będzie męczyć a nie ja. Ja rozumiem w obie strony a on nie.
Siedziałam w kafejce i czekałam na mojego jakże punktualnego kuzyna. Otrzymałam zamówioną kawę i popijałam ją czytając newsy internetowe. Net chodził z ” prędkością światła”. W ogóle zadowolona z całego życia założyłam słuchawki na uszy i puściłam sobie piosenki Pink. Wzięłam kubek z kawą i walizkę do ręki po czym wyszłam przed lotnisko.
- Boże co ja ci takiego zrobiłam? – zapytałam sama siebie i rozłożyłam parasol.
            Ruszyłam na parking. Jeden z samochodów było otoczony jakimiś fankami czy jak. Nie dało się koło niego przejść. Już do reszty wkurzona wyminęłam samochód od przodu. Usłyszałam klakson. Czego ten debil do jasnej cholery chce.
 - Quoi?! (czego) – krzyknęłam po francusku.
            Odwróciłam się przodem do samochodu, kto w nim siedział? W samochodzie otoczonym ludźmi siedział jakże mój przekochany kuzynek Louis Tomlinson. Jak ja się stęskniłam, tak strasznie, że aż w cale.
            Założyłam ręce na piersi i popatrzyłam na kuzyna wściekłym wzrokiem. Jak ja mam niby wsiąść do samochodu. Otoczony jakimiś fankami, jak fajnie mieć sławnego kuzyna, ale uroki. To że jestem z nim rodziną to jest jakaś wielka pomyłka, pomyłką jest również to że jestem w Londynie. Jak zwykle. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i przyłożyłam go do ucha.
- Zlot? Fanek numer jeden 1D? Naprawdę? Gdzie? – mówiłam specjalnie głośno z nadzieją, że mimo wszystko chłopcy tego nie słyszą. – W galerii mówisz, przy empiku. Nie mogę, naprawdę, zaraz, będzie handel gadżetami i można dostać unikalne … - ględziłam do telefonu.
            Fanki dały sobie spokój. Serio wystarczy napomknąć o jakimś zlocie i wszystkie już tam idą. Pomimo tego, że tutaj ich idole są na żywo. Boże, widzisz to i nie grzmisz.
            Chłopak wyskoczył z samochodu i przytulił mnie mocno.
- Jak ja się stęskniłem. – powiedział nie wypuszczając mnie z uścisku.
- C'est bien parce que je à tous (To dobrz bo ja nie) – odpowiedziałam.
- Wskakuj do samochodu. – powiedział i chwycił moją walizkę.
            Usiadłam z tyłu i popatrzyłam za okno.  Z przodu siedział jeszcze jeden chłopak. Louis wskoczył do samochodu i ruszyliśmy. Dlaczego ja żyje  takim popieprzonym świecie? Chcę już być w domu w moim pokoju i bazgrać po kartkach. Poprawiłam moje wielkie okulary na nosie.
- Jak tam we Francji? – zapytał Louis.
- Une merde vous vous souciez. (A gówno cię to obchodzi) – mruknęłam pod nosem.
            Chłopak siedzący przed mną zaśmiał się.
- Możesz po angielsku? – zapytał mnie kuzyn.
- Il n'existe aucun moyen (nie ma mowy!) – krzyknęłam.
- Mówi, że nie będzie używać angielskiego. – powtórzył.
- Impressionnant. (Zajebiście) – jęknęłam.
- Je vois que vous avez un cadeau intention de parler anglais, je serais heureux de vous expliquer. (Widzę, że nie masz zamiaru mówić po angielsku to z przyjemnością mogę tłumaczyć). – powiedział z kpiarskim uśmieszkiem.
- Nie fatyguj się, przy okazji, ten twój francuski akcent jest tragiczny. – powiedziałam.
- Pyskata, lubię takie. – zaśmiał się.
- Uspokój się to moja kuzynka. – Louis szturchnął go w ramię.
- Patrz na drogę. – zwróciłam mu uwagę.
- To jak tam we Francji?- Ponowił pytanie.
- Ciekawiej niż tutaj, ładniejsza pogoda a w ogóle miałam w planach wypad na Chorwację ale mam zniweczyła moje plany. Zastanawiam się czym ja zawiniłam, że mnie tu wysłali. Może powinnam być grzeczniejsza? – powiedziałam.
- Widzę, że przyjechałaś tu z wielką ochotą. – zaśmiał się Harry.
            Przykleiłam nos do szyby i włożyłam słuchawki do uszu. Moje plany na wakacje były niesamowite a teraz ograniczają się do przyjechania do Londynu, od kiblowania wakacji wrócenia da Paryża. Cóż za niesamowity plan co nie?
            Przyjechaliśmy do ogromnego domu. Był naprawdę wielki. Super pewnie się zgubię. Już miałam w planach zamknąć się w pokoju który otrzymałam i nie wystawiać nosa zza jego progu. Wysiadłam z samochodu a Lou wziął moją walizkę.
            Pokój był dość durzy i ładne były meble ale nie pasowało mi to, że te ściany były jakieś takie puste. Mój pokój był zamalowany moimi obrazami, popisany przez przyjaciół, pobazgrany, oplakatowany, przyczepiony były do niego moje rysunki, listy piosenek. Nawet nie pamiętam jaki był pierwotny kolor ściany, wszystkie meble były popisane lub poplamione od farb. A tutaj naj zwyczajniej w świecie było pusto. Tak nie … nie w moim stylu.
- Jak się nie podoba możesz z nim zrobić co chcesz. – oznajmił Lou.
- Co chce, w sensie, wszystko.
- Tak. – odparł. – Ja spadam na dół. – powiedział po czym odstawił moją walizkę.
            Podeszłam do pierwszej szafki. Była wypełniona po brzegi artykułami plastycznymi. Bożę, skąd wiedział. Były nowiutki i w pełni do mojej dyspozycji. Wyciągnęłam jeszcze moje stare farby z torby po czym zanurzyłam w nich pędzel.
            W pokoju znajdowała się wieża więc wsadziłam do niej płytkę Pink po czym zaczęłam nakładać pierwsze tony na ścianę. Miałam zamiar namalować logo Pink oraz napisać tytuł mojej ulubionej piosenki. Nie zajęło mi to długo bo w końcu to tylko napisy. Na suficie zrobiłam najzwyczajniejsze kolorowe kleksy a ponieważ sufit był biały to wyszło to czadowo.   Zdobienie pokoju zajęło mi cały dzień. Umyłam swoje pędzle i posprzątałam farby i odłożyłam wszystko do szafek.
            Wciągnęłam mój gruby czerwony zeszyt na którym pisało dużymi literami „Do taty”. Wyciągnęłam moje wieczne ulubione pióro. Dotknęłam stalówką papieru i zaczęłam opisywać dzień.

„  Cześć tato.
Przyjechałam dzisiaj do Lou. Miałam wyjechać na Chorwację z Mirandą ale mama oznajmiła mi, że jadę tutaj, do Londynu. Nie byłam tym faktem zadowolona, to miasto przypomina mi o twojej śmierci, ale jest jeden plus. Mogłam wykazać się artystycznie. Louis pozwolił mi zrobić z moim pokojem co mi się podoba więc namalowałam logo Pink, napis Trou Love i moje imię, a sufit jest cały w kleksach. Wygląda to bajecznie.
            Mimo wszystko mam ochotę wyjechać. Mama obiecała mi przywieźć Lucy – moją gitarę dopiero jutro, bo przyjedzie na dwa dni. Jeszcze ma się zapytać czy Mira przyjedzie. Oby bo tak mi się nudzi. Dzisiaj padało i wątpię abym zwiedziła cokolwiek. Nie chcę być tu ani minuty dłużej. Kocham Cię i tęsknię. Buziaki. „

            Wypowiedź zakończyłam jakimś rysunkiem po czym schowałam zeszyt pod poduszkę. Nie miałam pomysłu na nudę. Patrzyłam tępo w moje artystycznie upaćkane farbą conversy. Nagle popatrzyłam na jedną z ścian i na tenisówki. Zaciągnęłam buty z nóg po czym pomalowałam farbą podeszwy. Zaczęłam przybijać ślady na ścianie aby wyglądało to tak jakbym łaziła po ścianie. Kiedy skończyłam umyłam buty i położyłam je na kaloryferze.
            Założyłam swój za durzy sweter, praktycznie wszystko miałam za durze. Nie jestem wieżowce, wręcz przeciwnie jestem bardzo mała, i chuda. Zazwyczaj wszystkie ubrania na mnie wiszą, ale jestem do tego przyzwyczajona. Dla mnie to normalne. Ale niestety częsty ktoś się czepia, że noszę nie ten rozmiar co trzeba.
            Włączyłam sobie piosenki Pink. Nie ma to jak pop rock. Nagle do pokoju wszedł Louis i stanął jak wryty.
- A pukać to nie łaska? – zapytałam wściekła.
- Widzę, że potrafisz chodzić po ścianach, dobra jesteś jak na kilka godzin, niezła rozróba pokoju. – powiedział.
            Spiorunowałam go wzrokiem. Nie puka a potem jak zwykle ględzi. Jak j tego nie lubie.
- Kolacja jest, Liam kazał mi cię zawołać. – dodał.
            Wstałam z łóżka. Chłopak zauważył, że wszystko na mnie wisi. Fajnie. Puścił mnie przodem i szedł tuż za mną, aż do kuchni. Miałam nadzieję, że mama poinformowała Lou o moich preferencjach żywieniowych.
            Wykrakałam, na stole leżał wielki kurczak, którego nawet nie zamierzałam nawet tknąć. Usiadłam przy stole i popatrzyłam ze wstrętem na mięso. Biedny ptaszek, ciekawe jak mu tam w niebie. Schowałam ręce między kolana i popatrzyłam tępo na talerz wypełniony ohydztwem.  Mamo, ja się pytam dlaczego. Bogu dzięki, że oprócz kurczaka na stole znajdowała się surówka. Ta pięciu facetów i nie zapytają się o zdanie kobiety co powinno być na kolację.
            Zjadłam małą porcję sałatki i odeszłam od stołu, ale Lou mnie załapał i posadził na stołku. Dlaczego ja jestem taka mała?
- Zjedz. – pokazał na talerz.
- Chyba ci się w głowie coś kuzynku poprzewracało. – powiedziałam z irytacją w głosie.
- No raczej nie, wszyscy będziemy patrzyć jak wsuwasz kurczaka. – oznajmił Liam. – Jak na dziecko.
- Boże. – wywróciłam oczami. - Miłego czekania.
            Wyciągnęłam telefon i wykręciłam do mamy. Rozległy się trzy sygnały i usłyszałam głos rodzicielki.
- Pourquoi n'avez-vous pas me dire que je suis un végétarien Lou (Czemu nie powiedziałaś Lou że jestem wegetarianinem) – zapytałam do słuchawki.
- Jejku na śmierć zapomniałam, powiedz mu to na pewno załatwią ci soję. – powiedziała i się rozłączyła.
            Harry zaczął się zwijać ze śmiechu. Louis patrzył na mnie bo chyba usłyszał, że wymawiam jego imię a reszta zespołu gapiła się na Styles’a.
- Ale hahaha fail. – mówił przez śmiech. – Boże, je nie mogę hahaha.
- Uspokój się i powiedz spokojnie o co chodzi. – poprosił Zayn.
            Trochę to trwało za nim się uspokoił. Usiadł z powrotem na miejscu i odetchnął.
- Ja nie mogę, jak nie chcesz to nie jedz, - powiedział do mnie. – Zostało sałatki greckiej z rana w lodówce.
- Zje kurczaka. – oznajmił Liam.
- Nie jestem dzieckiem. – warknęłam. – Nie będę jeść tego świństwa. – oznajmiłam i popatrzyłam z pogardą na mięso.
- Ale fail. – powtórzył Harry kiedy ja nakładałam sobie sałatki na talerz. – Nie mogę.
- Uspokoisz się? – zapytał Niall. – Nie będziesz tego jeść?
- Nawet nie zamierzam, częstuj się. – powiedziałam.
- Mogę im powiedzieć? – zapytał Loczek.
- Jak Ci to pomoże to prosz. – odparłam i wypchałam sobie usta sałatką.
- Ale o co chodzi. Ledwie zdanie po francusku a ty pokładasz się ze śmiechu na podłodze.- zauważył Louis.
- Przez to jedno zdanie można zauważyć jakie masz kontakty z May’ą. – odparł Loczek.
- O czym ty mówisz?
- Jestem wegetarianinem. – wypaliłam.
            Lou opadła szczena a ja pałaszowałam sałatkę. Jak zwykle, Boże, nie jestem kosmitą tylko z powody tego, że nie jem mięsa.
- Co się tak gaisz? – zwróciłam uwagę Louisowi.
            Wstałam od stołu i wróciłam do pokoju, chwyciłam czerwony zeszyt – pamiętnik i zaczęłam w nim rysować. Popatrzyłam za okno, nie padało. Podeszłam do walizki i wyciągnęłam rolki. Przebrałam się w strój sportowy i zeszłam na dół.
            Jazda to dla mnie relaks. Przekładanka, jazda tyłem, slalomem, jaskółki, takie tam banały. Jak zwykle jeździłam do muzyki. Po godzinie wróciłam do domu. Na wejściu spotkałam Liama i Nialla.
- Czego?  - zapytałam widząc że patrzą na mnie karcącym wzrokiem.
- Gdzie byłaś? mogłaś się zgubić. – zapytał Liam.
- Do jasnej cholery, nie jestem dzieckiem, a poza tym ja to też mieszkałam, nie jestem tu pierwszy raz. – warknęłam i dupnęłam rolki w kąt po czym wybiegłam na górę. Te wakacje to będzie istny koszmar.


poniedziałek, 1 lipca 2013

Prolog

- Mamo, naprawdę muszę jechać do cioci, przecież nasze miasto nie jest takie nudne. To w końcu Paryż. – powiedziałam mamie.

- Maya, nie marudź w Londynie też jest fajnie, przecież możesz zobaczyć Big Ben’a, skorzystać z London eye. Pełno atrakcji. – powiedziała nie odrywając wzroku od książki.

-Mamo?!- jęknęłam. – Dobrze wiesz co wydarzyło się między mną a Lou, ja się z nim nie dogadam. Nie mam ochoty go w ogóle widzieć. – powiedziałam to co leżało mi na sercu.

- Tylko o to chodzi? – zapytała.

- Generalnie to tak. – odpowiedziałam.

- To jedziesz i bez gadania. – oznajmiła.

- Dobrze w takim razie nie odezwę się do niego po angielsku.

- No to już będzie jego problem. – powiedziała mama.


            Ja wróciłam do pakowania walizek. Nie mogłam znaleźć szkieł kontaktowych więc założyłam na nos okulary i kończyłam przygotowywać walizki. W końcu jutro Londyn i mój kuzynek. To będą najgorsze wakacje mojego życia.