piątek, 23 sierpnia 2013

9. Niall!

*/Perspektywa Mayi/*

            Szłyśmy w milczeniu. Nie miałam ochoty nawet wspominać co się tam zdarzyło, ale pewnie  nieuniknione. To ON mnie pocałował, nie ja jego, ale ten pocałunek… wszystko na około nas przestało istnieć, nie zwracałam uwagi na nic innego poza Niallem. Te jego błękitne oczy, malinowe usta i blond włosy… A potem ta Cloe. Ona jest… ładna i chuda, chudsza ode mnie, nie nosi okularów. Za pewne jest zdolniejsza ode mnie i nie jest wegetarianinem i może chodzić z Niallem do Nando’s i zjeść z nim wszystko co zechce…
            Na samą myśl o moich kompleksach zaczęłam się rozklejać. Już po raz drugi rozpłakałam się tego wieczoru. Chciałam znaleźć się już w mieszkaniu i przebrać się w dresy i spać najlepiej przez kilka dni. Nie wychodzić z domu i nie patrzyć na słońce i nie spoglądać na pary idące ulicą, trzymające się za ręce.
            Miranda otworzyła drzwi domieszkania a ja od razu pobiegłam do pokoju. Ściągnęłam tą cholerną sukienkę i od razu cisnęłam nią w kąt pokoju. Miałam ochotę wymazać z pamięci wszystko z tego pieprzonego wieczoru. Ubrałam grube dresy i wpakowałam się po kołdrę mojego nowego łóżka. Schowałam głowę w poduszkę i rozpłakałam się.
            Usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Podniosłam głowę i ujrzałam moją najlepszą przyjaciółkę. Usiadłam przytulając poduszkę. Pociągnęłam nosem a Miranda podała mi chusteczki. A potem się do niej przytuliłam i zaczęłam płakać.
- Maya, powiedz mi, czy warto płakać z powodu jednego chłopaka? – zapytała podnosząc mnie ze swoich kolan.
- To zależy jaki chłopak. – powiedziałam.
- To mam pomysł, zagrajmy w skojarzenia. – poprosiłam. – Emmm… cola.
- Picie… - wychlipałam
- Restauracja…
- Jedzenie…- powiedziałam wiedząc, że zbiera mi się na płacz.
- Nando’s
- Niall! – ryknęłam płaczem.
            Teraz nie mogłam się pohamować, wybuchłam płaczem na dobre. To było okropne. Dlaczego jestem taką ofiarą losu. Jak przydarzy mi się coś niesamowitego, a zaraz potem takie nieszczęście. Boże.
- Jezu, Maya, powiedz mi chociaż co się wydarzyło. – poprosiła.
- Wyszłam na korytarz, musiałam ochłonąć, bo wydawało mi się, że mogłam fruwać po tej aukcji jakbym dostała skrzydeł. Niall chciał mi pogratulować a ja nawijałam o tym jaka jestem szczęśliwa. Kiedy się uspokoiłam i przestałam skakać chłopak stanął na przeciwko mnie… chwycił moją twarz w ręce po czym mnie pocałował. – dalej płakałam. – Resztę znasz.
            Poczułam jak durne szkła kontaktowe zaczynają drażnić moje oczy. Wyciągnęłam je sprawiając, ze wszytko było rozmazane chociaż i tak było tylko nieco gorzej bo moje oczy były przepełnione łzami.
- W mojej torebce ma okulary. Podasz mi je? – zapytałam.
            Po chwili widziałam nieco ostrzej
- A wiesz co jest najgorsze… że…że…że ja się chyba zakochałam. – powiedziałam przez płacz.
- To nic złego się zakochać.  – próbowała mnie pocieszyć.
- Tylko, że ja się zakochałam w chłopaku który ma dziewczynę! – dalej płakałam. – Dużo lepszą ode mnie ładniejszą, zdolniejszą.
- Maya, Maya stop! Nikt nie może być ładniejszy i piękniejszy od ciebie, a już na pewno zdolniejszy. Pamiętasz, obraz który machnęłaś w pierwszej klasie gimnazjum. Kiedy się zaprzyjaźniłyśmy, zaraz po przeprowadzce? Wygrał konkurs plastyczny dla osób powyżej piętnastego roku życia! Jaka trzynastolatka bije na łopatki piętnastolatków?! – próbowała mnie pocieszyć.
- Ale ona na pewno je mięso!
- No a ty jesteś na tyle wytrzymała, że go nie jesz. I spróbuj wpaść w depresję to pożałujesz że wzięłaś mięsu do ust. Pamiętasz drugą klasę gimnazjum. Jadłaś mięso a potem wymiotowałaś, nawet nie próbuj go wziąć do ust. – pogroziła.
- Ale w tedy…
- Miałaś okropnego doła! Słuchaj będę mieć na ciebie oko, ale jak tylko się dowiem, że wymiotowałaś bo zjadłaś to pieprzone mięso to będziesz mieć mnie na głowie dzień i noc. – oznajmiłam. – Weź się prześpij. Mamy być rano w domu. Jak chcesz możemy rozmawiać i wyłącznie po francusku.
- Dobra. Dobranoc. – powiedziałam jej po czym zdjęłam okulary i zakopałam się poduszkami.
            Przez długi czas rzucałam się z boku na bok, aż w końcu zasnęłam ze zmęczenia.

***
- Miranda, nie wejdę tam. On tam będzie i… - zaczęłam się jąkać.
- No skończysz?
- Ona pewnie też. – dokończyłam.
            Stałyśmy przed drzwiami mojego wakacyjnego domu. Miałam na sobie spodnie od dresu, za durzą bluzę i moje ogromne okulary. Włosy miałam związane w koka który rozwalał się tworząc coś le palma.
            Zrobiłam krok do tyłu i poprawiłam okulary na nosie.
- Jesteśmy tutaj, wlekłyśmy się przez pół miasta, nie mam ochoty wracać. Poza tym Louis dzwonił rano, że mam cię tutaj dostarczyć. – oznajmiła i nacisnęła klamkę.
            Zarzuciłam kaptur na głowę i szybko przebiegłam na schody. Nie miałam ochoty pokazać się reszcie domowników. Wpadłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko
            Rozległo się pukanie. Popatrzyłam na drzwi.
- Kimkolwiek jesteś nie naciskaj klamki i odejdź od drzwi. – powiedziałam.
            Mimo moich protestów Louis wszedł do pokoju z tacą. Postawił jedzenia na biurku i usiadł koło mnie na łóżku.
- Chcesz pogadać? – zapytał. – Cokolwiek stało się…
- Louis nawet mi nie przypominaj. Chcę pobyć sama.- oznajmiłam..
- Dobra smarku. – rozczochrał mi włosy. – Masz to zjeść. – powiedział.
            Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą. Popatrzyłam na tacę. Sałatka owocowa, woda i koktajl. Nie miałam ochoty jeść. Wypiłam wodę a koktajl i krojone owoce odstawiłam. Spojrzałam na drzwi od garderoby. Były lekko uchylone i zobaczyłam płótno. Podniosłam się z łóżka i podeszłam powoli do drzwi. Odsunęłam je i sięgnęłam po materiał.
            Było to najmniejszy materiał jaki był możliwy więc położyłam go na kolanach. Chwyciłam za paletę z farbami i pędzel. Tło zrobiłam na biało. Potem nie wiem czemu namalowałam czarnym kolorem czarne serce. Kiedy emocje mnie ponoszą potrafię przesadzić jeśli chodzi o moje rysunki. Tak było i tym razem. Serce było jak z porcelany, połamane i pokruszone a z jego wnętrza wylewała się krew.
            Popatrzyłam na obrazek. Położyłam je na parapecie. Znalazłam moją torbę. Była w niej masa ołówków wszystkich grubości. Kilkanaście gumek do mazania i z cztery szkicowniki których nigdy nie dokończyłam. Rysuje w tym który wyciągnę a do tego na losowych stornach.
            Wrzuciłam do torby słuchawki i telefon. Założyłam za durzą bluzę i moje trampki. Zeszłam po cichu na dół. Byłam tak cicho, że nikt nie zauważył mnie jak wychodzę. Włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam ulicą. Po chwili zaczął padać lekki kapuśniaczek.  Nałożyłam kaptur na głowę i szłam dalej nie przejmując się małym deszczykiem.
            Po pół godziny marszu znalazłam się w parku. Usiadłam pod drzewem i wyciągnęłam jeden ze szkicowników. Po chwili trzymałam w ręku jeden z ołówków, jeden trzymałam w zębach, jeden za uchem a dwa w koku. Wolałam mieć ołówki w pewnych miejscach a nie gdzieś obok siebie. Nie było szans ich zgubić.
            Skończyłam i oddaliłam zeszyt na długość wyprostowanych rąk. Przedstawiał fragment ścieżki biegnącej koło skarpy i samotnego drzewa, w tle widać jakiś zamek. Uśmiechnęłam się do siebie. Schowałam zeszyt z powrotem do torby i wciągnęłam świeże powietrze nosem. Podniosłam się. Miałam ubabrane spodnie od mokrej trawy i szczerze powiedziawszy miałam to gdzieś. Przewiesiłam torbę przez ramię. W słuchawkach szła jedna z moich ulubionych piosenek P!nk. „Fackin’ Perfect”. Uśmiechnęłam się pod nosem.
            Wróciłam do domu. Wszyscy oprócz Nialla, siedzieli w kuchni i jedli kolację. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam butelkę zimnej wody. Nalałam sobie jej do szklanki. Do pomieszczenia wszedł blondyn i ta ruda.  Spuściłam głowę i wyszłam z pomieszczenia starając się nie patrzyć w oczy blondyna.
            Wybiegłam na górę. Znalazłam czerwony zeszyt i wyciągnęłam pióro. Wybazgrałam datę wpisu.
„Cześć tato
Ostatnio dostałam okropnej załamki. Po raz pierwszy się zakochałam bez granic. A to nie wszystko, chłopak mnie pocałował a zaraz potem przedstawił mi swoją dziewczynę. Ale on jest miły, opiekuńczy zabawny. Najfajniej jest w tedy kiedy idziemy do galerii handlowej. Niall musi zatrzymać się w każdej restauracji. Jego żołądek nie ma dna zje wszystko co leży na stole. Umie grać na gitarze klasycznej, elektrycznej, akustycznej,  basowej, barokowej i elektroklasycznej*. I zawsze podobają mi się jego buty… i oczy, i  uśmiech i włosy, i usta. Boże, widzisz tato? Chyba się zakochałam… nawet nie chyba tylko na pewno! A najbardziej boli to że ma dziewczynę, ładniejszą ode mnie! Czuje się źle stojąc przy niej. Ma takie ładne kręcone włosy i nie ma okularów i nie jest wegetarianinem, a Niallowi to pewnie na rękę i myśli że jest fajniejsza ode mnie.
            Do pokoju wpadła Miranda z małym uśmieszkiem na twarzy.






*Wiem, że Niall gra na sześciu gitarach tylko nie wiem na jakich więc wybrałam najpopularniejsze  

sobota, 17 sierpnia 2013

8.O jak słodko

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem plizzz


*/ Perspektywa Mirandy/*
           
Już od rana siedziałam u May aby jej pomóc się przygotować fizycznie i psychicznie. Poprawiałam bez przerwy burzę jej blond kudłów.  I stwierdzam, ze ma włosy nie do ogarnięcia.
Przez cały dzień łaziłam za moją przyjaciółką z prośbą aby się nie ruszała bo chcę jej coś zrobić. Albo poprawić włosy, albo paznokcie, albo sukienkę.
- A do niej te buty. – pokazałam przyjaciółce białe obcasy.
- Coo? – było widać, że nie jest zadowolona z mojego wyboru.
            Unikała obcasów jak ognia. Nie lubiła ich i w ogóle nie nosiła. Miałam nadzieję, że chociaż na taką ważną okazję je założy ale nic z tego.
- A mogę te? – zapytała wyjmując pudełko z szafy.
            Otworzyła wieko i pokazała mi nowiutkie, białe conversy. Popatrzyłam na nią z pode łba.
- Rób co chcesz. – westchnęłam i podeszłam do toaletki przyjaciółki.
            Zaczęłam wyciągać potrzebne mi kosmetyki z szufladki. Wszystko po układałam. Tym między innymi różnimy z Mayą. Ja Lubię mieć porządek a ona artystyczny nie ład. Ciężko będzie nam to pogodzić w nowym mieszkaniu. Oczywiście w jej pokoju jest artystyczny chaos, choć znając życie, rozbebeszy go w pięć minut. Nie żeby miała syf w pokoju tylko wchodząc do jej świata nie da się ogarnąć gdzie co leży. Lokalizacja czegokolwiek jest nie możliwa, no tylko Maya potrafi wykopać co zechce, normalnie jakby czarowała.
            Do pokoju wszedł Louis. Wyszczerzył gały na swoją kuzynkę. Ja się zaśmiałam.
- Gdybyśmy nie byli spokrewnieni to złapałbym cię za tyłek.  – zaśmiał się a Maya spiorunowała go wzrokiem.
- Już się zamykam. – powiedział. – Od której nad nią siedzisz?
- Odkąd się tu pojawiłam. Ona jest jak dziecko, wiecznie gdzieś łazi. – westchnęłam.- Nie mogę nad nią zapanować. Jedyne co jej się spodobało od rana to sukienka którą jej wybrałam.
- Jak była mała to też się zachowywała jakby wypiła z dziesięć kubków kawy. – zaśmiał się brunet. – Gdzie ona jest?
- Mayka! – krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.
            Zbiegłam na dół i znalazłam blondynkę w salonie rozmawiającą z Tylor i Jade. Chwyciłam ją za rękę i zaciągnęłam do pokoju. Nie była zadowolona faktem, że tkwi w jednym miejscu.
- Siadaj. I bardzo cię proszę, nie wychodź już nigdzie, bo do jutra nie skończę a masz być gotowa na szóstą. – poprosiłam ciężkim głosem.
- Mira! Kiedy ja nie mogę, jestem taka podekscytowana tym wieczorem że zaraz zacznę łazić po ścianach! – powiedziała z prędkością światła.
- Serio? Myślałam, że już zaczęłaś- mruknęłam pod nosem i wyjęłam lokówkę bo po raz kolejny blondi rozwaliła sobie włosy.
            Fryzurę utrwaliłam lakierem do włosów. Maya już chciała wstać kiedy ją posadziła z powrotem na krześle.
- Teraz makijaż. - oznajmiałam.
            Po pół godziny maltretowania jej pozwoliłam jej zejść z krzesła. Udałam się do łazienki gdzie Maya trzymała biżuterię. Uklękłam przy szafce pod umywalką i otworzyłam drzwiczki. Zdjęłam z półki drewnianą szkatułkę z wygrawerowaną różą na wieku. Otworzyłam ją i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Znalazłam piękny naszyjnik z gwiazdką i kolczyki składające się z piórek białych i niebieskich. Nie mogłam się również powstrzymać aby nie wyciągnąć pierścionka z napisem „Love”.
            Zamknęłam szkatułkę i odłożyłam ją na miejsce. Wróciłam do pokoju i pokazałam May co wybrałam. Zbladła na widok pierścionka. Ale wpadłam, pewnie od jej taty.
- Jak chcesz mogę go wymienić. – zasugerowałam.
- Nie, jest w porządku, to jeden z moich ulubionych. – uśmiechnęła się.
- Oki. – zapięłam jej naszyjnik na szyi i kazałam założyć jej kolczyki bo nie chciałabym przez przypadek jej czegoś zrobić.
            Podałam przyjaciółce trampki. Założyła je i kazała mi usiąść na krześle. Popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem. Pobiegła do garderoby. Po chwili wróciła i rzuciła kilka rzeczy na łóżko.
            Zaczęła upinać mi włosy w koka. Włożyła w niego rzemyk z lilią.
- Ty wiesz że nie idę, na wystawę. – powiedziałam.
- Wiesz co?! Chcesz mnie zostawić w takim ważnym dniu? – zapytała z udawaną złością.
- Dobra rób co chcesz.
            Utrwaliła moje włosy lakierem po czym przyniosła mi buty i sukienkę. Miałyśmy ten sam rozmiar ciuchów i buta więc mogła mi dać swoje rzeczy bez problemu. Tylko, ze ona nie lubiła takich ciuchów więc skąd ona je wytrzasnęła. Wolałam nie wnikać. Ubrałam to co mi podała i szybko nasunęłam szpilki na swoje nogi. Rzuciła mi torebkę pasującą do stroju.
            Zeszłyśmy na dół i weszłyśmy do salony gdzie wszyscy byli już ubrani do wyjścia. Najlepiej mieli chłopcy, bo nie założyli smokingów tylko luźne ciuchy jak na swój koncert.
- Myślałem, że nie idziesz. – palnął Zayn.
- Ja też nie. – zaśmiałam się.
            Weszliśmy do samochodów i pojechaliśmy do centrum Londynu. Do budynku weszliśmy od zaplecza. Załapaliśmy windę i wyjechaliśmy na samą górę. Wystrój był troszeczkę poważny i zebrała się sama śmietanka towarzyska. Nie byłam z tego faktu zadowolona.
- Trzymaj się mnie. – powiedziała Pezz, zaraz po tym jak zgubiłam Mayę.
- Jestem za. – jęknęłam patrząc na tych ludzi.
            Podeszłyśmy do stolika z jedzeniem i poczęstowałyśmy się ponczem. Z kieliszkami w rękach podeszłyśmy pod ścianę przy oknie i oparłyśmy się o nią.
- Popatrz do przodu. – poprosiła Perrie. – Tam siedzą politycy, pośrodku biznesmeni i od nich można wyciągnąć najwięcej kasy na taki aukcjach, później są gwiazdy, czyli my, ale pomimo, że dużo zarabiamy niektórzy są super skąpi. – oznajmiła.- i potem osoby z poza ludzi z wyższych sfer.  
- Czyli ja.
- Nie, ty jesteś jako sława, bo przyszłaś jako osoba towarzysząca One Direction, łapiesz?
- Powoli zaczynam. Mayka? Jest w sławach.
- Dziesięć punktów za spostrzegawczość. – zaśmiała się.
- Dla mnie to jest jakaś makabra jeśli chodzi o życie gwiazd. – jęknęłam.
- Uśmiechnij się. – szturchnęła mnie blondynka z sztucznym uśmiechem na twarzy. – Fotograf na drugiej.
            Od razu pokazałam banana na twarzy. Na scenę wyszli nasi znajomi i zaczęli śpiewać. W normalnych okolicznościach zaczęła bym piszczeć, ale odkąd znam chłopców prywatnie uspokoiłam się i przestałam reagować jak prawdziwa Directioner.
            Perrie patrzyła z zachwytem na Zayna. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie ma to jak patrzyć jak przyjaciele pracują a zarazem świetnie się bawią.
            Zaśpiewali kilka piosenek i na scenę wyszedł organizator. Zapowiedział, że rozpoczyna się aukcja na cele charytatywne, przedstawił moją przyjaciółkę która nieśmiało wyszła na scenę. Wyglądała bardzo uroczo w tej sukience, trampkach i rumieńcem na policzkach.
- O jak słodko. – zaśmiała się Perrie.
- Bardzo. – dodałam i dalej patrzyłyśmy na aukcję.
            Wszystkie obrazy zaczynały od tysiąca funtów. Wręcz byłam zdziwiona kiedy pierwszy z obrazów dobił piętnastu tysięcy. Potem ceny były coraz wyższe aż, dla mnie ogromne. Zaczęłam się zastanawiać czy to dlatego, że to aukcja charytatywna czy dlatego że obrazy są takie ładne.
            Razem z Pezz zalewałyśmy się ponczem. Później koło nas pojawili się chłopcy z zespołu i razem z nami postanowili wychłeptać cały poncz.
- Nie źle jej idzie. – powiedział Louis.
- Ten obraz namalowała w wieku dwunastu lat. – wypaliłam.
- Piękny. – powiedziała Eleonor ni stąd ni zowąd.
            Wszyscy popatrzyli na nią spode łba, no z wyjątkiem Lou.
- No co? – zapytała. – Nie podoba się wam?
- Nie, znaczy… tak, ale… - za jąkał się Harry.
            Wszyscy wiedzieli że Elka nie trawi May więc chyba to byłą normalna reakcja w takiej sytuacji. Dalej oglądaliśmy aukcję. Pod koniec aukcji poszłam z Pezz do kibelka. Umyłam ręce i poprawiłam makijaż. Wróciłyśmy do Sali gdzie panował straszny harmider. Cała sala wrzała. Trzymając się z Pezz za ręce aby się nie pogubić znalazłyśmy Malika.
- Widziałeś Mayę?- zapytałam Mulata.
- Wyszła tamtędy. – pokazał wyjście na korytarz.
- Chodźmy jej pogratulować. – powiedziałam do Perrie.
- Dobra. – uśmiechnęła się i zaczęłyśmy się przeciskać między ludźmi.
            Szło nam dość mozolnie bo ludzi było jak psów. Ktoś kogoś szturchnął, potem zgubiłam Pezz, po piętnastu minutach szukania znalazłam ją stojącą przy drzwiach którymi wyszła Maya.
            Wyszłyśmy na korytarz i zamarłam. Nie wiedziałam czy płakać ze szczęścia i się śmiać. Na środku pustego korytarza stała moja przyjaciółka razem z Niallem i … całowali się! Szczęka powędrowała od razu w dół. Nie tylko ja była zdziwiona Perrie wyglądała na równie zaskoczoną co ja.
            Odsunęli się od siebie a Mayka oblała się rumieńcem. W tedy ktoś przepchnął się koło mnie szturchając mnie ramieniem.
            Była to ruda dziewczyn o masakrycznie kręconych włosach. Rzuciła się blondynowi w ramiona a on był widocznie zakłopotany.
- Kotuś! Byłeś rewelacyjny! – krzyknęła.
- Maya… to moja dziewczyna Cloe. – powiedział blondyn drapiąc się za głową. Widać było na jego twarzy zakłopotanie, a poza tym od kiedy on ma dziewczynę?! Do jasnej cholery całował się z Mayką! 
- Ja chyba już pójdę. – powiedziała cicho moja przyjaciółka i wyszła z korytarza.
            Ogromna złość we mnie buzowała. Jak mógł zrobić coś takiego, najpierw całuje a potem przedstawia swoją dziewczynę. Cykając we mnie bomba wybuchła.
            Podeszłam powolnym krokiem ze słitaśnym uśmieszkiem na twarzy do Nialla. Popatrzyłam z pogardą na dziewczynę.
- Cloe? Tak? – zapytałam a ta pokiwała głową. – Proszę cię zrób kroczek w tył.
            Posłuchała się. Zrobiłam zamach i dałam chłopakowi mocno z liścia. Został tylko ślad czerwonej ręki na jego policzku.
- Pamiętaj to moja przyjaciółka i skrzywdź ją jeszcze raz to cię wykastruje, rozumiesz? – wycedziłam przez zęby.
            Rzuciłam mu jeszcze spojrzenie pełne nienawiści i pobiegłam za przyjaciółką. Zjechałam windą i wybiegłam na pole. Szła ulicą. Dogoniłam ją i chwyciłam za rękę. Odwróciła gwałtownie głowę. Po jej policzkach spływał czarny tusz do rzęs. Cała drżała a policzki nie tylko były umazane od tuszu jak i podpuchnięte od łez.
- Chodźmy do ciebie. – poprosiła słabym głosem i ruszyła w stronę naszego mieszkania.


_________________________________________________________________________________

Za pewne nie wszyscy się tego spodziewali hehe.
Już wróciłam i pracuję nad dalszymi rozdziałami
I mam ważne pytanie.
Czy kotś wykonałby dla mnie szablon

czwartek, 8 sierpnia 2013

7. „Chcesz się zabić?”

Z łóżka zwlekłam się dopiero o godzinie dwunastej. Z rozczochranymi włosami zeszłam na dół. Kanapka z serem i pomidorem mniam, a do tego ciepłe kakałko. Oczywiście padało. Super. Niall oznajmił, że wychodzimy o trzynastej.
            Po pokoju krzątałam się z piętnaście minut aby wpaść na pomysł, że powinnam pójść do łazienki. Udało mi się opanować burzę moich blond włosów. Wyszłam z łazienki i stanęłam przed szafą. Dobra skoro łyżwy na zamkniętym lodowisku to przyda się coś ciepłego. Wybrałam długie czarne getry, podkoszulek z zebrą i długą bluzę z Roxy. Zeszłam na dół. Chłopcy byli już gotowi.
            Wsiedliśmy do vana. Zastanawiałam się czy nie podroczyć się z zespołem udając, że nie umiem jeździć a potem walnąć im kilka figur. Nie przeszło by to tylko z Lou bo on na pewno pamięta jak jeździliśmy na łyżwach.
            Weszliśmy do wielkiego budynku. Wypożyczyliśmy łyżwy. Lodowisko było zarezerwowane więc mieliśmy durze pole do popisu. Podeszłam do Louisa.
- Nie mów im, ze umiem jeździć na łyżwach. – poprosiłam.
- Co ty knujesz? – zapytał.
- Niespodzianka. – puściłam perskie oczko.
            Weszliśmy na lodowisko i wszyscy próbowali mnie uczyć jeździć. Louis miał niezły ubaw. Cały czas się wywracałam dla zachowania pozorów. Kiedy ”zaczęłam” trzymać równowagę, jeździliśmy w kółko. W końcu Niall postanowił pokazać mi kilka swoich umiejętności. Taa jazda tyłem, przeplatanka, co jeszcze jaskółka. Banał.
- Mogę spróbować? – zapytałam.
- Chcesz się zabić?
- Chcę po prostu spróbować. – powiedziałam.
- Stawiam dychę, że będzie gleba.
- Ej. – udawałam oburzoną. – To morze tak, jak mi się uda i nie glebnę to mam od was po jednym życzeniu. – Powiedziałam.
- Zgadzamy się.
- Ja nie. – powiedział Louis.
            Chłopcy popatrzyli na niego jak na idiotę.
- Czemu?
- Mam mózg. – odparł.
- Jak my wygramy zmywasz garki przez tydzień. – oznajmił Harry.
- Spoko. – powiedziałam. – Lou przetnij.
            Podałam rękę Niallowi i Louis przeciął zakład.
- Pokażcie co umiecie. – poprosiłam.
            Nawet się nie odrywali od ziemi. Louis miał ubaw. Ja z resztą też. Wygrana byłą jak w banku. Skończyli się popisywać.
- Mam jedno pytanie. – oznajmił Louis. – Widzieliście jak ona jeździ na rolkach?
- Nie. – odparł Zayn.
            Strzeliłam kostkami w palcach i wjechałam na lodowisko.
- Podwójne w tył? – zapytałam kuzyna.
- Z jaskółką, pokaż im jak to się robi bo nie umieją. – zaśmiał się.
            Cały czas leciała muzyka. Zaczęła się właśnie piosenka Hangover. Wsłuchałam się w piosenkę i zaczęłam jeździć. Najpierw w kółko z rękami splecionymi za plecami. Kiedy doszłam do refrenu nabrałam prędkości wybiłam się, wykonałam podwójny piruet i wylądowałam tyłem robiąc jaskółkę.
Udało mi się, udał się. Nie mogłam w to uwierzyć, to właśnie przy tej kombinacji złamałam nogę.
 Potem była jeszcze jazda tyłem, poczwórny piruet i kilka trików.
            Z końcem piosenki wyhamowałam przed chłopakami obsypując ich lodem. Wszyscy z wyjątkiem Louisa mieli zszokowane miny. Louis śmiał się na całą halę.
- Myślałem, że nie umiesz jeździć. – wydukał Niall.
- To źle myślałeś. Zająknęłam się bo ja się boję jeździć. – powiedziałam. – Wykonując podwójny w tył lądując jaskółką do tyłu złamałam sobie prawą nogę.
- Udało ci się. – Lou przybił mi piątkę.
- Boo yea. –krzyknęłam- teraz muszę coś wymyślić.
- No…
- Co „no”? Mogę te życzenia wykorzystać, kiedy będę chciała.
- Dobra rób co chcesz. – palnął Harry.
- Spoko, chodź porobisz mi za szofera. Idziemy na zakupy. – oznajmiłam.
- Czy ja się przesłyszałem?
- Nie. – powiedziałam i zeszłam z lodowiska.- No, Haroldzie, chodź, chodź. Będziesz miał to z głowy.
            Chłopak szlajał się ze mną po sklepach do późna. Dużych zakupów nie zrobiłam ale Loczek i tak miał co nosić. Chociażby żarcie zamówione z King burgera dla chłopców, a ja miałam zamówione z restauracji kotleciki sojowe.
            Wróciliśmy do domu. Oznajmiłam Harremu, że jego już nie będę męczyć i pobiegłam do siebie. Wyjęłam nowe płótno i namalowałam abstrakcję. Szczerze powiedziawszy nie miałam pomysłu co namalować więc po prostu kładłam plamy i coś tam wychodziło.
            Skończyłam o drugiej w nocy. Zeszłam powoli na dół i znalazłam się kuchni. Starałam się iść jak najciszej mogłam ale musiałam się walnąć małym palcem u nogi w kant komody i zajęczałam z bólu.
            Skacząc na jednej nodze doszłam do lodówki i otworzyłam drzwiczki. Miałam taką ogromną ochotę na naleśniki. Do kuchni wszedł zaspany Niall i Zayn. Wpadłam na złowieszczy plan.
- Zayn? – zaćwierkałam.
Chłopak tylko ciężko westchnął i spuścił głowę w dół.
- Co mam zrobić?
- Naleśniki. Górę naleśników, dla mnie i Nialla. – pokazałam blondynowi kciuka w górę.
- Dobra. Będę miał to przynajmniej z głowy.
            Zabrał się za robienie ciasta. Ja w tym czasie wykładałam dżemy i wszystko co można nałożyć na naleśniki. Kiedy wszystko ułożyłam na stole, usiadłam na krześle.
- Proszę. – Niall podsunął mi pod nos kakao z bitą śmietaną.
- Dzięki. – powiedziałam i zrobiłam łyka.
            Poparzyłam sobie język.
- Gochące. – powiedziałam z wywieszonym językiem.
- Zapomniałem wspomnieć. – zaśmiał się blondynek.
- Ha, ha, ha, ha… bachco śmiechne. – usiłowałam być poważna ale  z taką wymową się nie da.
            Po piętnastu minutach zjedliśmy pierwsze naleśniki. Były świetne. Mniam. Zjadłam ich chyba z tonę. Potem położyliśmy się przed telewizorem, bo razem z Nillerem nie mogliśmy zasnąć.
            Nic  w telewizorze nie szło. Same nudy, nawet nie pamiętam kiedy oparłam się o ramię blondynka i zasnęłam.
***
            Obudziłam się u siebie w pokoju. Dziwne… zasnęłam na dole. Byłam tylko przykryta kocem i leżałam w ubraniach. Podniosłam się i odnalazłam okulary i nasunęłam je na nos. Szybko się przebrałam. Wsunęłam telefon do kieszeni kangurka, włosy upięłam w kucyka na nogi nasunęłam moje trampki w ciapki i zbiegłam na dół.
            Wpadłam do kuchni. Otworzyłam drzwiczki od lodówki i z uśmiechem na twarzy stwierdziłam, że zostały naleśniki z nocy. Mmmmm…
            Napełniałam sobie nimi talerz i przyrządziłam pyszną mrożoną kawę. Usiadłam przy stole i zabrałam się za jedzenie. Ale pycha. Do kuchni wlazł Niall. Popatrzył na mnie błagalnymi oczami.
- Oooo nie, nie zrobię ci śniadania. – powiedziałam.
- Wyniosłem cię na górę.
- I bardzo za to dziękuję. – uśmiechnęłam się.
            Zadzwoniła mój telefon, wygrzebałam go i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo.
- Siemka tu Mira, zakwaterowałam się w naszym mieszkanku, i twoje bety też już tu są i wyobraź sobie nasz kącik jest dwu piętrowy. – ostatnie słowa wy piszczała.
            O mało nie wyplułam wszystkiego co miałam w buzi.
- Ale czad. Wpadnę do ciebie za niedługo. Mama wysłała mi adres mailem i ogarnęłam gdzie to jest. – powiedziałam.
- Czad to do zobaczyska, a i wzięłam wszystkie twoje obrazy jakie znalazłam na strychu. – powiedziała.
- Spoko, naraska. – pożegnałam się z nią.
- To co? – zapytał Niall.
            Popatrzyłam na talerz, byłam już pełna.
- Bież to. – podsunęłam mu talerz. – Jestem już pełna. LIAM! – krzyknęłam.
- Cooo?!
- MUSISZ MNIE GDZIEŚ ZAWIEŹĆ!
- Ja nic nie muszę. – powiedział wchodząc do kuchni.
- Owszem musisz, to jest moje życzenie. – oznajmiłam. – potrzebuję coś przywieźć, a od nich życzenia już wykorzystałam. – pokazałam na Zayna
- A co z Niallem?
- Niech je w spokoju. – powiedziałam.
            Wsiedliśmy do samochodu i podałam Liamowi adres. Po chwili stałam przed nowym domem mojej przyjaciółki.
- Mira! –krzyknęłam gdy ją zobaczyłam.
- Ostrożnie te obrazy są dla mnie bardzo ważne. Panowie zapakujcie je do tego samochodu. – poprosiła i wskazała na auto Liama. – Cześć. Wybacz, ze nie przywitałam się od razu ale to trzeba wszystko nadzorować. Mama kazała mi urządzić twój pokój mam nadzieję, że się nie pogniewasz.
- A rób co chcesz. – uśmiechnęłam się. – Gitary nie biorę, nie zmieści się.
- No raczej nie, zrobię dla niej miejsce u ciebie w pokoju. –uśmiechnęła się.
- A może wpadniesz do nas na kawę? – zapytałam.
- Wątpię abym się wyrobiła do… - popatrzyła na zegarek. – … jutra. Przykro mi.
- Ja mam pomysł. Wracam a godzinę. – puściłam perskie oczko i pojechaliśmy z powrotem do domu.
            Wynieśliśmy wszystkie obrazy do mnie sprawiając że pokój przypominał mi ten we Francji. Oznajmiłam wszystkim, że zbieramy tyłki i jedziemy pomóc Mirandzie. Po dokładnie pięćdziesięciu sześciu minutach byliśmy z powrotem.
            Mirandzie zaświeciły się oczy ze szczęścia.
- Każdy bierze po kartonie i zanosimy je na górę. – krzyknęła, a chłopcy od razu wzięli się do roboty. Wynosiliśmy kartony jeden po drugim aż w końcu opróżniliśmy całą ciężarówkę. Potem Mira kazała nam podzielić pudła na moje i jej i poroznosić po pokojach. Nie było to trudne bo każdy karton był podpisany M albo M. A tak na serio kolor markera którym inicjał był napisany był różny.
            Skończyliśmy około dwudziestej trzeciej. Wszyscy leżeliśmy na nowej kanapie w moim i Miry mieszkaniu.
- To co do domu? – zapytał Niall.
- Jestem za. – Zayn podniósł rękę.
- Ja też. – powiedział Lou.
- I ja.
- I Ja.
- Dobra Mi, wpadnij jutro co? – poprosiłam.
- Dobra powinnam być. – uśmiechnęła się.
            Wszyscy powolnym krokiem opuściliśmy kamienice i zapakowaliśmy się do dwóch samochodów. Zasnęłam w drodze do domu.
            ***

Obudziłam się w pokoju. Było już jasno. Podniosłam się i spojrzałam na zegarek. Fajnie już dziesiąta. Ubrałam swoje ogrodniczki i krótki rękawek i zeszłam na dół. Zjadłam małą porcję płatków.
            Wyszłam na ogród i popatrzyłam na niebo, z jednej strony słońce a z drugiej chmury, okropne. Do ogrodu wpadł Liam i Harry.
- O! Maya, słuchaj, kazali nam przywieźć już dzisiaj obrazu aby przygotować wygląd sceny i w ogóle. – powiedział Liam.
- Em… spoko, możemy nawet teraz. – uśmiechnęłam się.
            Zaczęliśmy ładować obrazy do samochodu. Dość długa nam to zajęło, ponieważ obrazów jest z trzydzieści.
            Sala na której miała obyć się ta aukcja była ogromna. Była scena na której przygotowano pierwszy obraz i sto miejsc siedzących. W salce obok było przygotowane nagłośnienie oraz miejsce dla chłopców gdzie mieli wystąpić.

            Organizatorzy tej akcji byli zachwyceni wszystkimi obrazami. Bez przerwy wmawiali mi że mam ogromny talent i że bardzo dobrze i wymyśliłam ten pomysł ze sprzedażą tych obrazów na cele charytatywne.


                                                                                                                                                                     
Więc dodałam wcześniej rozdział bo jadę na c
Chorwację i nie będę wstanie tego tam zrobić bo na jachtach nie mam internetu
Do zobaczenia ^^

wtorek, 6 sierpnia 2013

6. „Co cię tak wchłonęła ta chusteczka”


        Wstałam wcześnie rano. Noga nie bolała już tak strasznie i byłam w stanie chodzić samodzielnie. Narzuciłam na siebie, biały podkoszulek, kangurka z Roxy, niebieskie rurki i zajebiście pomarańczowe trampki za kostkę.
            Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Umyłam naczynia, po czym wsadziłam trochę kasy do kieszeni, słuchawki do uszu a telefon do kieszeni kangurka. Założyłam kaptur i wyszłam na pole.
            Generalnie nie miałam pomysłu gdzie mam się skierować, więc pomyślałam o skateparku.  Było tam mało ludzi. A tak naprawdę tylko mała grupa tancerzy którzy właśnie coś ćwiczyli. W pewnym momencie rozpoznałam lidera. To był Max, ten z którym bawiłam się na imprezce.
- Max! – zawołałam a brunet od razu poparzył się w moją stronę.
- Maya. – poznał mnie. – chłopaki mała przerwa.
- Siemka co robicie?
- Za niedługo taka akcja charytatywna dla fundacji Trakstock. Będzie wiele występów i w ogóle masa atrakcji, cała kasa którą uzbieramy idzie na potrzebujących, a o ile wiem twoi kumple mają wystąpić. – powiedział.
- Ugh – tupnęłam nogą.  -  Nic mi nie powiedzieli co za debile.
- Zdecydowanie. – zaśmiał się, zauważył opaskę uciskową. – Co ci się stało?
- Chodziłam na wysokich obcasach. – wypaliłam. – mogę zobaczyć jak tańczycie?
- Jasne, chodź. – uśmiechnął się i ruszyliśmy w stronę reszty chłopców.
                Oglądałam jak grupa skatów tańczy do piosenki Charly Cole Call me maybe. Fajnie im to szło. Bardzo mi się podobało. Max nauczył mnie kilku kroków ale nie szło mi ze względu na moją kostkę.
            Mieli jeszcze kilka numerów, z różnymi piosenkami jak Thrust Happy Call, Trublemaker, I need your love. Strasznie mi się podobały ich układy, ale Max jęczał, że nie są dokładne i wyjdą beznadziejnie.
- Pokazać ci coś beznadziejnego? Wejdź na YT i popatrz co robi Louis na scenie. Może wtedy zmienisz zdanie co do twoich układów. – powiedziałam srogo.
- Idziesz z nami teraz na dyskotekę? – zapytał Alan, kumpel Max’a
- Spoko, gdzie?
- W centrum.
            Zabawa była niesamowita. Tańczyliśmy do wielu piosenek, pamiętam też, że śpiewaliśmy prawie każdą z nich.
            Wróciłam do domu około a ja wiem, może piątej, na wejściu przywitał mnie Niall mocnym uściskiem.
- Zabrałem tą dziewczynę do kina, i jesteśmy umówieni na jutro. – powiedział. – Gdyby nie ty nie wiedziałbym co zrobić.
- A ja tańczyłam całą noc z takim Max’em do najlepszej piosenki świata.  Znałam każdy wers ale teraz nie mogę sobie przypomnieć jak to leciało, ale melodię pamiętam. – i zaczęłam sobie nucić tą piosenkę. – Na pewno jej nie zapomnę, tańczyłam do niej cały czas, teraz będę ją, śpiewać cały czas. – powiedziałam.
- Maya, wiesz co ty zrobiłaś? – zapytał Niall.
- Ja nic nie zrobiłam, przynajmniej tak mi się wydaje. – powiedziałam szybko.
- Chodź. – chłopak pociągnął mnie do pokoju i chwycił gitarę. –
And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

            Zagrał a ja byłam zdumiona. Zaśpiewał do jakiejś melodii słowa które powiedziałam na dole, tylko tak jakby to on to mówił. Wytrzeszczyłam na niego czy.
- Jak ty to…
- Miałem melodię ale brakowało słów, idę pogonić chłopaków, może uda nam się razem coś wymyślić. – powiedział. – Wołaj wszystkich. Zawsze jak któryś na coś wpadnie to robimy zbiórkę bez względu jaka to piosenka. A przy Zaynie śpiewaj Lazy Song do skutku.
- Louis! Harry, Liam na dół! Zayn ty też. – Zaczęłam z Niallem wydzierać się na cały dom. W końcu wszyscy stali nad Malikiem i śpiewaliśmy Lazy Song. Udało na się go dobudzić.
            Wszyscy siedzieli w salonie. Przyniosłam im kawy aby się dobudzili.
- Melodia idzie tak… - Niall zagrał instrumental na gitarze. – i mamy też refren, który przypadkowo wymyśliła Maya.
- Przypadkowo?
- Tak. – powiedział Niall i zaczął śpiewać.
- A może coś takiego. – zaczął Harry. –
I think it went oh, oh, oh
I think it went yeah, yeah, yeah,
I think it goes ohhhhh.
Zaśpiewał I wszystkim się spodobało.  Każdy dodawał coś od siebie, nie powiem, też brałam w tym udział. W końcu powstała cała piosenka, całkiem szybko. Niall zaczął grać na gitarze i wszyscy zaczęli śpiewać . Nawet nie zauważyłam jak już mieli podzielony tekst. Byłam zdumiona jak dobrze idzie im praca zespołowa, a stworzenie tej piosenki zajęło nam raptem kilak godzin. I szczerze powiedziawszy to była jedna jedyna piosenka chłopców jaką słyszałam, ale wstyd.
- A teraz podziękowania dla May, bo gdyby nie ona to piosenki by nie było. – zaczęli mi klaskać. Zrobiłam się czerwona jak burak.
            Potem jeszcze raz zaśpiewaliśmy tą piosenkę od początku do końca chórem.

Maybe it’s the way she wolked
Straight into my heart & stole it
Through the door and pass the guards
Just like she already owned it
I said “Can you give it back to me?”
She said “Never in your wildest dreams

 And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

I think it went oh, oh, oh
I think it went yeah, yeah, yeah,
I think it goes ohhhhh.

Said her name was Georgia Rose
And her daddy was a dentist
Said I had a dirty mouth (I got dirty mouth)
But she kissed me likes she meant it
I said “Can I take you home with me?”
And she said “Never in your wildest dreams”

And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

You know, I know
You know, I’ll remember you
And I know, you know
I know you’ll remember me
And you know, I know
You know I’ll remember you
And I know, you know
I’ll hope you remember how we dance (how we dance)

One! Two! One, two, three, four!

And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.
And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

I think it went oh, oh, oh
I think it went yeah, yeah, yeah,
I think it goes ohhhhh.

Best song ever
It was best song ever
It was best song ever
It was best song ever

- Powiem wam, że wyszła zajebista. – uśmiechnęłam się.
- Bez ciebie by nie wyszło. – powiedział Louis i rozczochrał mi włosy jak dziecku. – Dobra  Liam daj znać Paulowi, a Maya do łóżka, z resztą wszystkim przyda się sen.
- Nie będę protestować. – i tak już powoli usypiałam na ramieniu Nialla.
            Wstałam z kanapy i powlekłam się do pokoju.  Pozamykałam wszystkie rolety i walnęłam się do łóżka. Oczy same od razu mi się zamknęły.
            Obudził mnie Niall wiadomością iż zabierają mnie na kolację do jakiejś restauracji, bo muszą obgadać z menagerem sprawy związane z Best Song Ever. Na początku mocno protestowałam ale Liam zmusił mnie do wypicia kawy i nie miałam jak wrócić do łóżka. A do tego jeszcze jechaliśmy gdzieś daleko więc nie uśmiechało mi się wracanie na piechotę bo zachciało mi się uciekać. Narzuciłam na siebie jakieś w miarę cywilizowane ciuchy, założyłam szkła kontaktowe, nota bene  nienawidzę ich, ale co zrobić. Zeszłam na dół. Wyszło na to, że przespałam cały dzień, całkiem spoko.
- Niall?
- Tak?
- Mam pytanko. – zaczęłam. – Co to za akcja charytatywna i kiedy się zaczyna?
- Z tego co wiem jakoś za dziesięć dni. Cała kasa idzie na fundację Trekstock. Wiem, że mamy na niej zagrać… A jakby wystawić twoje obrazy na aukcję?
- Nie, nie i jeszcze raz nie. Jak zobaczą kto je namalował, zażądają zwrotu kasy.  – powiedziałam.
- Widziałem niektóre z nich. Ładne są, poza tym co z tego, że ty je namalowałaś? – zapytał.
- Bo jestem nijaka, bo nie mam talentu, a te plamy na płótnie to tylko jakieś tam …
- Niall to jest fajny pomysł,. – powiedział Harry wchodząc do kuchni. – Pogadamy bo generalnie ja z Liamem współpracujemy z Trekstock. Na pewno się zgodzą.
- Boże, i po co ja się pytałam o tą akcję. – załamałam się.
- Chodźcie, Louis się niecierpliwi, bo siedzi sam w samochodzie.
- To my jedziemy jakimś minivanem czy jak? – zapytałam.
- Generalnie, to odpicowanym ogórkiem. – powiedział Zayn.
- Słucham?! – byłam zaskoczona. – Z resztą nie ważne, chodźmy.
            Powiedziałam i ruszyliśmy do samochodu. Na samym tyle wylądował Harry z Zaynem, ja siedziałam po środku z blondynem, a Liam na samym przodzie koło Louiego. Pojechaliśmy do restauracji na drugim końcu Londynu. Jechaliśmy chyba z godzinę bo o tej porze Londyn jest nie przejezdny.
            Kiedy dotarliśmy na przedmieścia Londynu dostałam sms-a od Mirandy abym zadzwoniła. Powiedziałam Niallowi, że dojdę do nich później. Wybrałam numer do przyjaciółki i odeszłam na bok.
- Halo? – usłyszałam przyjaciółkę.
- Cześć, prosiłaś żebym zadzwoniła.
- No mam dal ciebie wieści. – oznajmiła.
- No to dajesz. – poprosiłam.
- Generalnie na pomysł wpadła twoja ciotka. Więc… mamy ukończyć liceum w Londynie, moja mam załatwiła nam już mieszkanie, i za niedługo przyjeżdżam. Jest warunek, mimo, że będziemy mieć to mieszkanie i tak masz zostać u chłopców do końca wakacji. – oznajmiła.
- Ale ekstra, a mam prośbę, przywieź kilka moich starych obrazów, będzie aukcja charytatywna i mam zamiar je sprzedać.
 - A gitara dojedzie jak przyjadę. – powiedziała. – Będę jeszcze w tym tygodniu. Wezmę jak najwięcej obrazów. Te z krajobrazami i postaram się wziąć kilka portretów i tak dalej. Jadę samochodem, nie będzie problemów… - przerwała na chwilę. – Dobra kończę muszę się spakować, cześć. – Pożegnała się i urwała połączenie.
            Schowałam telefon do torebki i ruszyłam do restauracji. Strzepnęłam sukienkę i weszłam do budynku. Znalazłam chłopców przy dużym stole. Podeszłam po cichutku i stanęłam przy stoliku.
- Dzień dobry jestem Maya. – podałam menagerowi chłopców rękę. – Kuzynka Louisa.
- Poul, menager. Miło mi. – uśmiechnął sią a ja zajęłam miejsce koło blondynka.
            Chłopcy zaczęli mówić o piosence, dali Poulowi tekst piosenki i nuty. Zaczęli omawiać sprawy związane z nagraniem i teledyskiem. Ja tylko starałam się nie przeszkadzać więc bawiłam się serwetką.
            Moje orgiami były wszystkim, ptaki, motyle, piekło niebo, łódki, czapeczki, ludziki, nosorożce, słonie i tak w ogóle wszystko. Byłam zupełnie nieobecna. Gdybym miała tylko ołówek i kartkę… Dostaliśmy zupę pomidorową a chłopcy kurczaki, ja wybrałam kotleciki sojowe.
            Chłopcy bez przerwy mówili o muzyce i o koncertach, Poul tłumaczył im wiele rzeczy, których nie rozumiałam. Nawet nie zauważyłam kiedy chłopcy skończyli jeść. Niall mnie szturchnął. Szybko schowałam z molestowaną chusteczkę do torebki po czym pożegnałam się z Poulem.
- Wake up. – Blondyn pomachał mi przed nosem.- Cały wieczór jesteś jakaś nieobecna.
            Właśnie byliśmy w drodze do samochodu. Dalej starałam się składać orgiami ze zmiętej chusteczki.
- Ziemia do May. – powiedział po raz kolejny Niall. – Co cię tak wchłonęła ta chusteczka.
- Em ja…- nie miałam pojęcia jak się wytłumaczyć. – Jakoś tak…
- Maya! Niall! Chodźcie już! – pomógł mi Louis.
- Chodźmy już. – poprosiłam.
            Wsiedliśmy do samochodu. Bez przerwy pisałam z Mirandą z mojego francuskiego numeru. Miałam nielimitowane sms-y do niej. W domu byliśmy około dziesiątej.
            Nie odrywając wzroku od telefonu ściągnęłam buty, kurtkę położyłam na szafce i pobiegłam do siebie. Stanęłam koło niedokończonego obrazu i od razu chwyciłam pędzel.  Londyn nocą a raczej tylko fragment pięknego miasta. Każdy ruch nadgarstka miałam zdecydowany i pewny siebie, wiedziałam co robię i jak mam to zrobić.
            W końcu wpadłam w trans i malowałam nie zwracając uwagi na nic co dzieje się na około mnie. Kiedy stwierdziłam, że obraz jest gotowy oderwałam od niego wzrok i zobaczyłam Nialla siedzącego na moim łóżku. Przestraszyłam się i podskoczyłam.
- Nie rób tak!
- Myślałem że wiesz. – powiedział zdziwiony.
- Jak maluje to nie ogarniam co dzieje się obok, więc …
- Dobra rozumiem. – zaśmiał się. – Trzeba uczcić powstanie BSE. – powiedział. – idziemy jutro na lodowisko.
- F-fajnie. – pokazałam kciuka w górę ale chyba nie wypadłam przekonująco.
- Nauczę cię jeździć. – powiedział i wyszedł z mojego pokoju.
            Nie cierpię… nie to, że nie umiem, bo umiem dość dobrze, tylko się boje bo na łyżwach złamałam nogę.  I mam jakiś taki uraz do figurówek.

            Przebrałam się w piżamę i zbiegłam na dół. Wypiłam ciepłe mleko po czym wróciłam na górę. Usiadłam na łóżku, okulary położyłam na szafce i położyłam się spać.