czwartek, 8 sierpnia 2013

7. „Chcesz się zabić?”

Z łóżka zwlekłam się dopiero o godzinie dwunastej. Z rozczochranymi włosami zeszłam na dół. Kanapka z serem i pomidorem mniam, a do tego ciepłe kakałko. Oczywiście padało. Super. Niall oznajmił, że wychodzimy o trzynastej.
            Po pokoju krzątałam się z piętnaście minut aby wpaść na pomysł, że powinnam pójść do łazienki. Udało mi się opanować burzę moich blond włosów. Wyszłam z łazienki i stanęłam przed szafą. Dobra skoro łyżwy na zamkniętym lodowisku to przyda się coś ciepłego. Wybrałam długie czarne getry, podkoszulek z zebrą i długą bluzę z Roxy. Zeszłam na dół. Chłopcy byli już gotowi.
            Wsiedliśmy do vana. Zastanawiałam się czy nie podroczyć się z zespołem udając, że nie umiem jeździć a potem walnąć im kilka figur. Nie przeszło by to tylko z Lou bo on na pewno pamięta jak jeździliśmy na łyżwach.
            Weszliśmy do wielkiego budynku. Wypożyczyliśmy łyżwy. Lodowisko było zarezerwowane więc mieliśmy durze pole do popisu. Podeszłam do Louisa.
- Nie mów im, ze umiem jeździć na łyżwach. – poprosiłam.
- Co ty knujesz? – zapytał.
- Niespodzianka. – puściłam perskie oczko.
            Weszliśmy na lodowisko i wszyscy próbowali mnie uczyć jeździć. Louis miał niezły ubaw. Cały czas się wywracałam dla zachowania pozorów. Kiedy ”zaczęłam” trzymać równowagę, jeździliśmy w kółko. W końcu Niall postanowił pokazać mi kilka swoich umiejętności. Taa jazda tyłem, przeplatanka, co jeszcze jaskółka. Banał.
- Mogę spróbować? – zapytałam.
- Chcesz się zabić?
- Chcę po prostu spróbować. – powiedziałam.
- Stawiam dychę, że będzie gleba.
- Ej. – udawałam oburzoną. – To morze tak, jak mi się uda i nie glebnę to mam od was po jednym życzeniu. – Powiedziałam.
- Zgadzamy się.
- Ja nie. – powiedział Louis.
            Chłopcy popatrzyli na niego jak na idiotę.
- Czemu?
- Mam mózg. – odparł.
- Jak my wygramy zmywasz garki przez tydzień. – oznajmił Harry.
- Spoko. – powiedziałam. – Lou przetnij.
            Podałam rękę Niallowi i Louis przeciął zakład.
- Pokażcie co umiecie. – poprosiłam.
            Nawet się nie odrywali od ziemi. Louis miał ubaw. Ja z resztą też. Wygrana byłą jak w banku. Skończyli się popisywać.
- Mam jedno pytanie. – oznajmił Louis. – Widzieliście jak ona jeździ na rolkach?
- Nie. – odparł Zayn.
            Strzeliłam kostkami w palcach i wjechałam na lodowisko.
- Podwójne w tył? – zapytałam kuzyna.
- Z jaskółką, pokaż im jak to się robi bo nie umieją. – zaśmiał się.
            Cały czas leciała muzyka. Zaczęła się właśnie piosenka Hangover. Wsłuchałam się w piosenkę i zaczęłam jeździć. Najpierw w kółko z rękami splecionymi za plecami. Kiedy doszłam do refrenu nabrałam prędkości wybiłam się, wykonałam podwójny piruet i wylądowałam tyłem robiąc jaskółkę.
Udało mi się, udał się. Nie mogłam w to uwierzyć, to właśnie przy tej kombinacji złamałam nogę.
 Potem była jeszcze jazda tyłem, poczwórny piruet i kilka trików.
            Z końcem piosenki wyhamowałam przed chłopakami obsypując ich lodem. Wszyscy z wyjątkiem Louisa mieli zszokowane miny. Louis śmiał się na całą halę.
- Myślałem, że nie umiesz jeździć. – wydukał Niall.
- To źle myślałeś. Zająknęłam się bo ja się boję jeździć. – powiedziałam. – Wykonując podwójny w tył lądując jaskółką do tyłu złamałam sobie prawą nogę.
- Udało ci się. – Lou przybił mi piątkę.
- Boo yea. –krzyknęłam- teraz muszę coś wymyślić.
- No…
- Co „no”? Mogę te życzenia wykorzystać, kiedy będę chciała.
- Dobra rób co chcesz. – palnął Harry.
- Spoko, chodź porobisz mi za szofera. Idziemy na zakupy. – oznajmiłam.
- Czy ja się przesłyszałem?
- Nie. – powiedziałam i zeszłam z lodowiska.- No, Haroldzie, chodź, chodź. Będziesz miał to z głowy.
            Chłopak szlajał się ze mną po sklepach do późna. Dużych zakupów nie zrobiłam ale Loczek i tak miał co nosić. Chociażby żarcie zamówione z King burgera dla chłopców, a ja miałam zamówione z restauracji kotleciki sojowe.
            Wróciliśmy do domu. Oznajmiłam Harremu, że jego już nie będę męczyć i pobiegłam do siebie. Wyjęłam nowe płótno i namalowałam abstrakcję. Szczerze powiedziawszy nie miałam pomysłu co namalować więc po prostu kładłam plamy i coś tam wychodziło.
            Skończyłam o drugiej w nocy. Zeszłam powoli na dół i znalazłam się kuchni. Starałam się iść jak najciszej mogłam ale musiałam się walnąć małym palcem u nogi w kant komody i zajęczałam z bólu.
            Skacząc na jednej nodze doszłam do lodówki i otworzyłam drzwiczki. Miałam taką ogromną ochotę na naleśniki. Do kuchni wszedł zaspany Niall i Zayn. Wpadłam na złowieszczy plan.
- Zayn? – zaćwierkałam.
Chłopak tylko ciężko westchnął i spuścił głowę w dół.
- Co mam zrobić?
- Naleśniki. Górę naleśników, dla mnie i Nialla. – pokazałam blondynowi kciuka w górę.
- Dobra. Będę miał to przynajmniej z głowy.
            Zabrał się za robienie ciasta. Ja w tym czasie wykładałam dżemy i wszystko co można nałożyć na naleśniki. Kiedy wszystko ułożyłam na stole, usiadłam na krześle.
- Proszę. – Niall podsunął mi pod nos kakao z bitą śmietaną.
- Dzięki. – powiedziałam i zrobiłam łyka.
            Poparzyłam sobie język.
- Gochące. – powiedziałam z wywieszonym językiem.
- Zapomniałem wspomnieć. – zaśmiał się blondynek.
- Ha, ha, ha, ha… bachco śmiechne. – usiłowałam być poważna ale  z taką wymową się nie da.
            Po piętnastu minutach zjedliśmy pierwsze naleśniki. Były świetne. Mniam. Zjadłam ich chyba z tonę. Potem położyliśmy się przed telewizorem, bo razem z Nillerem nie mogliśmy zasnąć.
            Nic  w telewizorze nie szło. Same nudy, nawet nie pamiętam kiedy oparłam się o ramię blondynka i zasnęłam.
***
            Obudziłam się u siebie w pokoju. Dziwne… zasnęłam na dole. Byłam tylko przykryta kocem i leżałam w ubraniach. Podniosłam się i odnalazłam okulary i nasunęłam je na nos. Szybko się przebrałam. Wsunęłam telefon do kieszeni kangurka, włosy upięłam w kucyka na nogi nasunęłam moje trampki w ciapki i zbiegłam na dół.
            Wpadłam do kuchni. Otworzyłam drzwiczki od lodówki i z uśmiechem na twarzy stwierdziłam, że zostały naleśniki z nocy. Mmmmm…
            Napełniałam sobie nimi talerz i przyrządziłam pyszną mrożoną kawę. Usiadłam przy stole i zabrałam się za jedzenie. Ale pycha. Do kuchni wlazł Niall. Popatrzył na mnie błagalnymi oczami.
- Oooo nie, nie zrobię ci śniadania. – powiedziałam.
- Wyniosłem cię na górę.
- I bardzo za to dziękuję. – uśmiechnęłam się.
            Zadzwoniła mój telefon, wygrzebałam go i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo.
- Siemka tu Mira, zakwaterowałam się w naszym mieszkanku, i twoje bety też już tu są i wyobraź sobie nasz kącik jest dwu piętrowy. – ostatnie słowa wy piszczała.
            O mało nie wyplułam wszystkiego co miałam w buzi.
- Ale czad. Wpadnę do ciebie za niedługo. Mama wysłała mi adres mailem i ogarnęłam gdzie to jest. – powiedziałam.
- Czad to do zobaczyska, a i wzięłam wszystkie twoje obrazy jakie znalazłam na strychu. – powiedziała.
- Spoko, naraska. – pożegnałam się z nią.
- To co? – zapytał Niall.
            Popatrzyłam na talerz, byłam już pełna.
- Bież to. – podsunęłam mu talerz. – Jestem już pełna. LIAM! – krzyknęłam.
- Cooo?!
- MUSISZ MNIE GDZIEŚ ZAWIEŹĆ!
- Ja nic nie muszę. – powiedział wchodząc do kuchni.
- Owszem musisz, to jest moje życzenie. – oznajmiłam. – potrzebuję coś przywieźć, a od nich życzenia już wykorzystałam. – pokazałam na Zayna
- A co z Niallem?
- Niech je w spokoju. – powiedziałam.
            Wsiedliśmy do samochodu i podałam Liamowi adres. Po chwili stałam przed nowym domem mojej przyjaciółki.
- Mira! –krzyknęłam gdy ją zobaczyłam.
- Ostrożnie te obrazy są dla mnie bardzo ważne. Panowie zapakujcie je do tego samochodu. – poprosiła i wskazała na auto Liama. – Cześć. Wybacz, ze nie przywitałam się od razu ale to trzeba wszystko nadzorować. Mama kazała mi urządzić twój pokój mam nadzieję, że się nie pogniewasz.
- A rób co chcesz. – uśmiechnęłam się. – Gitary nie biorę, nie zmieści się.
- No raczej nie, zrobię dla niej miejsce u ciebie w pokoju. –uśmiechnęła się.
- A może wpadniesz do nas na kawę? – zapytałam.
- Wątpię abym się wyrobiła do… - popatrzyła na zegarek. – … jutra. Przykro mi.
- Ja mam pomysł. Wracam a godzinę. – puściłam perskie oczko i pojechaliśmy z powrotem do domu.
            Wynieśliśmy wszystkie obrazy do mnie sprawiając że pokój przypominał mi ten we Francji. Oznajmiłam wszystkim, że zbieramy tyłki i jedziemy pomóc Mirandzie. Po dokładnie pięćdziesięciu sześciu minutach byliśmy z powrotem.
            Mirandzie zaświeciły się oczy ze szczęścia.
- Każdy bierze po kartonie i zanosimy je na górę. – krzyknęła, a chłopcy od razu wzięli się do roboty. Wynosiliśmy kartony jeden po drugim aż w końcu opróżniliśmy całą ciężarówkę. Potem Mira kazała nam podzielić pudła na moje i jej i poroznosić po pokojach. Nie było to trudne bo każdy karton był podpisany M albo M. A tak na serio kolor markera którym inicjał był napisany był różny.
            Skończyliśmy około dwudziestej trzeciej. Wszyscy leżeliśmy na nowej kanapie w moim i Miry mieszkaniu.
- To co do domu? – zapytał Niall.
- Jestem za. – Zayn podniósł rękę.
- Ja też. – powiedział Lou.
- I ja.
- I Ja.
- Dobra Mi, wpadnij jutro co? – poprosiłam.
- Dobra powinnam być. – uśmiechnęła się.
            Wszyscy powolnym krokiem opuściliśmy kamienice i zapakowaliśmy się do dwóch samochodów. Zasnęłam w drodze do domu.
            ***

Obudziłam się w pokoju. Było już jasno. Podniosłam się i spojrzałam na zegarek. Fajnie już dziesiąta. Ubrałam swoje ogrodniczki i krótki rękawek i zeszłam na dół. Zjadłam małą porcję płatków.
            Wyszłam na ogród i popatrzyłam na niebo, z jednej strony słońce a z drugiej chmury, okropne. Do ogrodu wpadł Liam i Harry.
- O! Maya, słuchaj, kazali nam przywieźć już dzisiaj obrazu aby przygotować wygląd sceny i w ogóle. – powiedział Liam.
- Em… spoko, możemy nawet teraz. – uśmiechnęłam się.
            Zaczęliśmy ładować obrazy do samochodu. Dość długa nam to zajęło, ponieważ obrazów jest z trzydzieści.
            Sala na której miała obyć się ta aukcja była ogromna. Była scena na której przygotowano pierwszy obraz i sto miejsc siedzących. W salce obok było przygotowane nagłośnienie oraz miejsce dla chłopców gdzie mieli wystąpić.

            Organizatorzy tej akcji byli zachwyceni wszystkimi obrazami. Bez przerwy wmawiali mi że mam ogromny talent i że bardzo dobrze i wymyśliłam ten pomysł ze sprzedażą tych obrazów na cele charytatywne.


                                                                                                                                                                     
Więc dodałam wcześniej rozdział bo jadę na c
Chorwację i nie będę wstanie tego tam zrobić bo na jachtach nie mam internetu
Do zobaczenia ^^

wtorek, 6 sierpnia 2013

6. „Co cię tak wchłonęła ta chusteczka”


        Wstałam wcześnie rano. Noga nie bolała już tak strasznie i byłam w stanie chodzić samodzielnie. Narzuciłam na siebie, biały podkoszulek, kangurka z Roxy, niebieskie rurki i zajebiście pomarańczowe trampki za kostkę.
            Zeszłam na dół i zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Umyłam naczynia, po czym wsadziłam trochę kasy do kieszeni, słuchawki do uszu a telefon do kieszeni kangurka. Założyłam kaptur i wyszłam na pole.
            Generalnie nie miałam pomysłu gdzie mam się skierować, więc pomyślałam o skateparku.  Było tam mało ludzi. A tak naprawdę tylko mała grupa tancerzy którzy właśnie coś ćwiczyli. W pewnym momencie rozpoznałam lidera. To był Max, ten z którym bawiłam się na imprezce.
- Max! – zawołałam a brunet od razu poparzył się w moją stronę.
- Maya. – poznał mnie. – chłopaki mała przerwa.
- Siemka co robicie?
- Za niedługo taka akcja charytatywna dla fundacji Trakstock. Będzie wiele występów i w ogóle masa atrakcji, cała kasa którą uzbieramy idzie na potrzebujących, a o ile wiem twoi kumple mają wystąpić. – powiedział.
- Ugh – tupnęłam nogą.  -  Nic mi nie powiedzieli co za debile.
- Zdecydowanie. – zaśmiał się, zauważył opaskę uciskową. – Co ci się stało?
- Chodziłam na wysokich obcasach. – wypaliłam. – mogę zobaczyć jak tańczycie?
- Jasne, chodź. – uśmiechnął się i ruszyliśmy w stronę reszty chłopców.
                Oglądałam jak grupa skatów tańczy do piosenki Charly Cole Call me maybe. Fajnie im to szło. Bardzo mi się podobało. Max nauczył mnie kilku kroków ale nie szło mi ze względu na moją kostkę.
            Mieli jeszcze kilka numerów, z różnymi piosenkami jak Thrust Happy Call, Trublemaker, I need your love. Strasznie mi się podobały ich układy, ale Max jęczał, że nie są dokładne i wyjdą beznadziejnie.
- Pokazać ci coś beznadziejnego? Wejdź na YT i popatrz co robi Louis na scenie. Może wtedy zmienisz zdanie co do twoich układów. – powiedziałam srogo.
- Idziesz z nami teraz na dyskotekę? – zapytał Alan, kumpel Max’a
- Spoko, gdzie?
- W centrum.
            Zabawa była niesamowita. Tańczyliśmy do wielu piosenek, pamiętam też, że śpiewaliśmy prawie każdą z nich.
            Wróciłam do domu około a ja wiem, może piątej, na wejściu przywitał mnie Niall mocnym uściskiem.
- Zabrałem tą dziewczynę do kina, i jesteśmy umówieni na jutro. – powiedział. – Gdyby nie ty nie wiedziałbym co zrobić.
- A ja tańczyłam całą noc z takim Max’em do najlepszej piosenki świata.  Znałam każdy wers ale teraz nie mogę sobie przypomnieć jak to leciało, ale melodię pamiętam. – i zaczęłam sobie nucić tą piosenkę. – Na pewno jej nie zapomnę, tańczyłam do niej cały czas, teraz będę ją, śpiewać cały czas. – powiedziałam.
- Maya, wiesz co ty zrobiłaś? – zapytał Niall.
- Ja nic nie zrobiłam, przynajmniej tak mi się wydaje. – powiedziałam szybko.
- Chodź. – chłopak pociągnął mnie do pokoju i chwycił gitarę. –
And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

            Zagrał a ja byłam zdumiona. Zaśpiewał do jakiejś melodii słowa które powiedziałam na dole, tylko tak jakby to on to mówił. Wytrzeszczyłam na niego czy.
- Jak ty to…
- Miałem melodię ale brakowało słów, idę pogonić chłopaków, może uda nam się razem coś wymyślić. – powiedział. – Wołaj wszystkich. Zawsze jak któryś na coś wpadnie to robimy zbiórkę bez względu jaka to piosenka. A przy Zaynie śpiewaj Lazy Song do skutku.
- Louis! Harry, Liam na dół! Zayn ty też. – Zaczęłam z Niallem wydzierać się na cały dom. W końcu wszyscy stali nad Malikiem i śpiewaliśmy Lazy Song. Udało na się go dobudzić.
            Wszyscy siedzieli w salonie. Przyniosłam im kawy aby się dobudzili.
- Melodia idzie tak… - Niall zagrał instrumental na gitarze. – i mamy też refren, który przypadkowo wymyśliła Maya.
- Przypadkowo?
- Tak. – powiedział Niall i zaczął śpiewać.
- A może coś takiego. – zaczął Harry. –
I think it went oh, oh, oh
I think it went yeah, yeah, yeah,
I think it goes ohhhhh.
Zaśpiewał I wszystkim się spodobało.  Każdy dodawał coś od siebie, nie powiem, też brałam w tym udział. W końcu powstała cała piosenka, całkiem szybko. Niall zaczął grać na gitarze i wszyscy zaczęli śpiewać . Nawet nie zauważyłam jak już mieli podzielony tekst. Byłam zdumiona jak dobrze idzie im praca zespołowa, a stworzenie tej piosenki zajęło nam raptem kilak godzin. I szczerze powiedziawszy to była jedna jedyna piosenka chłopców jaką słyszałam, ale wstyd.
- A teraz podziękowania dla May, bo gdyby nie ona to piosenki by nie było. – zaczęli mi klaskać. Zrobiłam się czerwona jak burak.
            Potem jeszcze raz zaśpiewaliśmy tą piosenkę od początku do końca chórem.

Maybe it’s the way she wolked
Straight into my heart & stole it
Through the door and pass the guards
Just like she already owned it
I said “Can you give it back to me?”
She said “Never in your wildest dreams

 And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

I think it went oh, oh, oh
I think it went yeah, yeah, yeah,
I think it goes ohhhhh.

Said her name was Georgia Rose
And her daddy was a dentist
Said I had a dirty mouth (I got dirty mouth)
But she kissed me likes she meant it
I said “Can I take you home with me?”
And she said “Never in your wildest dreams”

And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

You know, I know
You know, I’ll remember you
And I know, you know
I know you’ll remember me
And you know, I know
You know I’ll remember you
And I know, you know
I’ll hope you remember how we dance (how we dance)

One! Two! One, two, three, four!

And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.
And we danced all night to the best song ever.
We knew every line now I can’t remember
How it goes but I know I won’t forget her
Cause we danced all night to the best song ever.

I think it went oh, oh, oh
I think it went yeah, yeah, yeah,
I think it goes ohhhhh.

Best song ever
It was best song ever
It was best song ever
It was best song ever

- Powiem wam, że wyszła zajebista. – uśmiechnęłam się.
- Bez ciebie by nie wyszło. – powiedział Louis i rozczochrał mi włosy jak dziecku. – Dobra  Liam daj znać Paulowi, a Maya do łóżka, z resztą wszystkim przyda się sen.
- Nie będę protestować. – i tak już powoli usypiałam na ramieniu Nialla.
            Wstałam z kanapy i powlekłam się do pokoju.  Pozamykałam wszystkie rolety i walnęłam się do łóżka. Oczy same od razu mi się zamknęły.
            Obudził mnie Niall wiadomością iż zabierają mnie na kolację do jakiejś restauracji, bo muszą obgadać z menagerem sprawy związane z Best Song Ever. Na początku mocno protestowałam ale Liam zmusił mnie do wypicia kawy i nie miałam jak wrócić do łóżka. A do tego jeszcze jechaliśmy gdzieś daleko więc nie uśmiechało mi się wracanie na piechotę bo zachciało mi się uciekać. Narzuciłam na siebie jakieś w miarę cywilizowane ciuchy, założyłam szkła kontaktowe, nota bene  nienawidzę ich, ale co zrobić. Zeszłam na dół. Wyszło na to, że przespałam cały dzień, całkiem spoko.
- Niall?
- Tak?
- Mam pytanko. – zaczęłam. – Co to za akcja charytatywna i kiedy się zaczyna?
- Z tego co wiem jakoś za dziesięć dni. Cała kasa idzie na fundację Trekstock. Wiem, że mamy na niej zagrać… A jakby wystawić twoje obrazy na aukcję?
- Nie, nie i jeszcze raz nie. Jak zobaczą kto je namalował, zażądają zwrotu kasy.  – powiedziałam.
- Widziałem niektóre z nich. Ładne są, poza tym co z tego, że ty je namalowałaś? – zapytał.
- Bo jestem nijaka, bo nie mam talentu, a te plamy na płótnie to tylko jakieś tam …
- Niall to jest fajny pomysł,. – powiedział Harry wchodząc do kuchni. – Pogadamy bo generalnie ja z Liamem współpracujemy z Trekstock. Na pewno się zgodzą.
- Boże, i po co ja się pytałam o tą akcję. – załamałam się.
- Chodźcie, Louis się niecierpliwi, bo siedzi sam w samochodzie.
- To my jedziemy jakimś minivanem czy jak? – zapytałam.
- Generalnie, to odpicowanym ogórkiem. – powiedział Zayn.
- Słucham?! – byłam zaskoczona. – Z resztą nie ważne, chodźmy.
            Powiedziałam i ruszyliśmy do samochodu. Na samym tyle wylądował Harry z Zaynem, ja siedziałam po środku z blondynem, a Liam na samym przodzie koło Louiego. Pojechaliśmy do restauracji na drugim końcu Londynu. Jechaliśmy chyba z godzinę bo o tej porze Londyn jest nie przejezdny.
            Kiedy dotarliśmy na przedmieścia Londynu dostałam sms-a od Mirandy abym zadzwoniła. Powiedziałam Niallowi, że dojdę do nich później. Wybrałam numer do przyjaciółki i odeszłam na bok.
- Halo? – usłyszałam przyjaciółkę.
- Cześć, prosiłaś żebym zadzwoniła.
- No mam dal ciebie wieści. – oznajmiła.
- No to dajesz. – poprosiłam.
- Generalnie na pomysł wpadła twoja ciotka. Więc… mamy ukończyć liceum w Londynie, moja mam załatwiła nam już mieszkanie, i za niedługo przyjeżdżam. Jest warunek, mimo, że będziemy mieć to mieszkanie i tak masz zostać u chłopców do końca wakacji. – oznajmiła.
- Ale ekstra, a mam prośbę, przywieź kilka moich starych obrazów, będzie aukcja charytatywna i mam zamiar je sprzedać.
 - A gitara dojedzie jak przyjadę. – powiedziała. – Będę jeszcze w tym tygodniu. Wezmę jak najwięcej obrazów. Te z krajobrazami i postaram się wziąć kilka portretów i tak dalej. Jadę samochodem, nie będzie problemów… - przerwała na chwilę. – Dobra kończę muszę się spakować, cześć. – Pożegnała się i urwała połączenie.
            Schowałam telefon do torebki i ruszyłam do restauracji. Strzepnęłam sukienkę i weszłam do budynku. Znalazłam chłopców przy dużym stole. Podeszłam po cichutku i stanęłam przy stoliku.
- Dzień dobry jestem Maya. – podałam menagerowi chłopców rękę. – Kuzynka Louisa.
- Poul, menager. Miło mi. – uśmiechnął sią a ja zajęłam miejsce koło blondynka.
            Chłopcy zaczęli mówić o piosence, dali Poulowi tekst piosenki i nuty. Zaczęli omawiać sprawy związane z nagraniem i teledyskiem. Ja tylko starałam się nie przeszkadzać więc bawiłam się serwetką.
            Moje orgiami były wszystkim, ptaki, motyle, piekło niebo, łódki, czapeczki, ludziki, nosorożce, słonie i tak w ogóle wszystko. Byłam zupełnie nieobecna. Gdybym miała tylko ołówek i kartkę… Dostaliśmy zupę pomidorową a chłopcy kurczaki, ja wybrałam kotleciki sojowe.
            Chłopcy bez przerwy mówili o muzyce i o koncertach, Poul tłumaczył im wiele rzeczy, których nie rozumiałam. Nawet nie zauważyłam kiedy chłopcy skończyli jeść. Niall mnie szturchnął. Szybko schowałam z molestowaną chusteczkę do torebki po czym pożegnałam się z Poulem.
- Wake up. – Blondyn pomachał mi przed nosem.- Cały wieczór jesteś jakaś nieobecna.
            Właśnie byliśmy w drodze do samochodu. Dalej starałam się składać orgiami ze zmiętej chusteczki.
- Ziemia do May. – powiedział po raz kolejny Niall. – Co cię tak wchłonęła ta chusteczka.
- Em ja…- nie miałam pojęcia jak się wytłumaczyć. – Jakoś tak…
- Maya! Niall! Chodźcie już! – pomógł mi Louis.
- Chodźmy już. – poprosiłam.
            Wsiedliśmy do samochodu. Bez przerwy pisałam z Mirandą z mojego francuskiego numeru. Miałam nielimitowane sms-y do niej. W domu byliśmy około dziesiątej.
            Nie odrywając wzroku od telefonu ściągnęłam buty, kurtkę położyłam na szafce i pobiegłam do siebie. Stanęłam koło niedokończonego obrazu i od razu chwyciłam pędzel.  Londyn nocą a raczej tylko fragment pięknego miasta. Każdy ruch nadgarstka miałam zdecydowany i pewny siebie, wiedziałam co robię i jak mam to zrobić.
            W końcu wpadłam w trans i malowałam nie zwracając uwagi na nic co dzieje się na około mnie. Kiedy stwierdziłam, że obraz jest gotowy oderwałam od niego wzrok i zobaczyłam Nialla siedzącego na moim łóżku. Przestraszyłam się i podskoczyłam.
- Nie rób tak!
- Myślałem że wiesz. – powiedział zdziwiony.
- Jak maluje to nie ogarniam co dzieje się obok, więc …
- Dobra rozumiem. – zaśmiał się. – Trzeba uczcić powstanie BSE. – powiedział. – idziemy jutro na lodowisko.
- F-fajnie. – pokazałam kciuka w górę ale chyba nie wypadłam przekonująco.
- Nauczę cię jeździć. – powiedział i wyszedł z mojego pokoju.
            Nie cierpię… nie to, że nie umiem, bo umiem dość dobrze, tylko się boje bo na łyżwach złamałam nogę.  I mam jakiś taki uraz do figurówek.

            Przebrałam się w piżamę i zbiegłam na dół. Wypiłam ciepłe mleko po czym wróciłam na górę. Usiadłam na łóżku, okulary położyłam na szafce i położyłam się spać.

wtorek, 30 lipca 2013

5. To twój kuzyn co to za problem?

- Mam pomysł przejdźmy się gdzieś. – powiedziała Taylor, - to wyjaśnimy ci jak wszystko wygląda w naszym kółeczku.
- Dobra. Maya podjedź do przodu i udaj się na górę do Hollistera i potem jedź do Nando’s. – poprosił Niall. – Paparazzi.
              Gdy Harry Tay to usłyszeli chwycili się za ręce. Blondynek puścił mi perskie oczko a ja pojechałam do windy. Peszek, Hallister był po drugiej stronie centrum. Znalazłam się na piętrze i patrzyłam jak Harry i Tay tulą się do siebie a Niall ma bekę na całego. Zrobiłam obrót o 180 po czym jechałam tyłem na rolkach dalej spoglądając na kumpli. Kiedy minęłam Hollistera od razu popędziłam do Nando’s. Zajęłam stolik i poczekałam na przyjaciół.
              Po chwili wpadli do restauracji i przysiedli się do mnie.
- Więc tak, nasze związki są po ustawiane, nie wszystkie. – zaczęła Taylor. – Lanniel to para stworzona przez Modest, tak samo jak Zerrie. Ja z Harrym jesteśmy na serio ale Modest prędzej czy później wpieprzy się do naszego związku i nie będzie gadania. Lou i El są już ze sobą dość długo…
- Ten związek nie przetrwa, ona nie wygląda na osobę której zależało by na kimś innym.– dodał Loczek. – Ale sprawa ma się jasno, El nie wytrzyma w twoim towarzystwie bo widzi, że Lou będzie cię chronił, mimo, że go nie lubisz, on cię kocha jak siostrę. Czuje, że odchodzi na bok więc za niedługo będą wybuchały skandale na około naszego zespołu…
- Jemu serio na mnie zależy?
- Błagam, gadał o twoim przyjeździe przez okrągłe dwa tygodnie a potem było mu makabrycznie głupio, że nie wiedział o twoich preferencjach żywieniowych. Smuci się kiedy widzi, że zrobi coś źle, mówi że chciałby by było tak jak kiedy byliście mali.
- Że niby BFF?
- To twój kuzyn co to za problem?
- No mogę się postarać, ale nie mam zamiaru nawet udawać, że lubię tą czarną sukę. – oznajmiłam.
- To ja przestaje nawet udawać, że ją lubię. – powiedziała Tay. – Chodźmy do milk shake city.
- Spoko. – byłam.
              Dziewczyna zlustrowała mnie wzrokiem.
- Przebierzemy cię. – powiedziała i zlustrowała mnie wzrokiem.
- Ale mi w tym dobrze. – powiedziałam oburzone.
- Ale mi się nudzi i mam ochotę na metamorfozę. – oznajmiła i pociągnęła mnie do sklepu z ciuchami.
              Chłopcy niechętnie poszli za nami. Siedziałyśmy w sklepie przez kilka godzin. Wybrała mi cudną sukienkę w paski. Potem byłyśmy u fryzjera. Generalnie ścięłam tylko końcówki ale Tay stwierdziła, że i tak dużo lepiej wyglądam…do jasnej choler ja tylko ścięłam końcówki. Potem musiałam jechać na rolkach w tej sukience do sklepu z butami bo Taylor oznajmiła, że sukienka ma być na mnie kiedy, będę przymierzać buty.
              Znalazła super wysokie, białe szpilki.
- Taylor, to nie jest dobry pomysł. – powiedziałam.
- Jesteś mi coś winna, za wyrzucenie tych czarnych obcasów. – powiedziała do mnie groźnym tonem a ja od razu założyłam buty.
- Prędzej czy później złamię sobie na nich nogę. – oznajmiłam wstając z miejsca.
- Przejdź się. – poprosiła.
              Znając moją umiejętność chodzenia na obcasach oraz wysokość tych obcasów to nie miało prawa skończyć się dobrze. Miałam oczywiście rację. Źle postawiłam nogę i się wywróciłam.
              Niall pomógł mi wstać.
- Dasz radę chodzić sama?
- Trochę mnie stopa boli ale dam radę. – powiedziałam i przeszłam sama kawałek.
              Dobra, przyznałam nie dałam rady chodzić sama. Stopa za bardzo mnie bolała, musiałam sobie coś nadwyrężyć. Pokuśtykałam do pufy i ściągnęłam te okropne buty. Taylor popatrzyła na mnie.
- Mówiłam, że się wyrżnę. – powiedziałam. – musimy zahaczyć o aptekę.
- Po co? – zapytał Harry.
- Po żel na stłuczenia i opaskę uciskową.  – jęknęłam masując stopę.
- To idziemy. Tylko przydały by ci się jakieś buty. Mówiąc buty mam na myśli jakieś baletki a nawet tenisówki. – Niall popatrzyła na Taylor spode łba.
- Ugh… - Chłopcy popatrzyli na blondynkę. – Dobra, już dobra zaraz wracam.
              Po chwili dziewczyna trzymała w rękach pudełko z ładnymi balerinami. Złożyłam je. Ruszyliśmy do kasy. Oczywiście starałam się nie okazywać bólu ale nie bardzo mi to szło.
Nagle ktoś wziął mnie na ręce.
 - Niall, co ty robisz?! – zapytałam chwytając się za jego szyję.
- Pomagam ci. – zaśmiał się.
- Nie potrzebuje pomocy. – fuknęłam.
- Mam cię postawić? – zapytał.
- Co?! Nie! – krzyknęłam.
- No to nie narzekaj.
              Taylor załatwiła opaskę z żelem i wróciliśmy do samochodu. Usiadłam z tyłu i założyłam opaskę. Poruszałam nogą, bolała…ale mniej. Byłam przynajmniej w stanie chodzić sama. Wjechaliśmy na podjazd. Już miałam sama wysiąść kiedy Niall znowu wziął mnie na ręce.
- Pogrzało cię czy jak?
- A żebyś wiedziała.
- Grrrr … - zawarczałam na jaja.
- Ej weź bo się wystraszę. – zaśmiał się Niall.
              Szturchnęłam go w ramię. Weszliśmy do domu i Niall położył mnie na kanapie. Pokazałam mu język. Włączyliśmy TV po  czym wszyscy zebrali się w salonie, łącznie z Eleonor. Oglądaliśmy „Gorący towar” W życiu nie słyszałam aby móc przekląć tyle razy w jednym zdaniu, te kobiety biły wszystkich na głowę.
- Oto przykład jak nasz Furby odzywa się podczas wywiadów.  – zaśmiał się Liam.
- Ej, nie przeginaj daddy. Mam przynieść łyżkę? Każę ci nią zjeść lody. – Niall posłał mu mordercze spojrzenie.
- Ha, ha, ha… bardzo śmieszne. – warknął.
- Ty zacząłeś.
- Spokój dzieci. – poprosił Louis.
- Odezwał się. – zaśmiał się Harry.
              Lou rzucił w niego garścią popcornu i rozpętała się wojna na żarcie. Zostałam pozostawiona na pastwę losu bo nie dałam rady biegać. Nagle na moich włosach wylądowało jajko. Odwróciłam się i zobaczyłam. Nialla.
- Przegiąłeś! – krzyknęłam i oberwał ode mnie pomidorem. 
- Ej! – oddał mi bitą śmietaną.
              Podniosłam się z kanapy i skacząc na jednej nodze dostałam się na pole gdzie było sedno wojny. Wzięłam parasol ale już po chwili już nie miałam mojej tarczy. Dobiegłam do jednej z drużyn a właściwie do drużyny damskiej. Było nas pięć na pięć, bo nie było Jade. Dostawałyśmy baty. Kiedy wróg przedostał się do naszej fortecy wskoczyłam na główkę do basenu i pozostałam pod wodą.
              Koło mnie pojawiła się Perrie i pomachała mi. Podpłynęłyśmy do dna i siedziałyśmy czekając, aż przestaną, rzucać jedzeniem do wody. Pezz zabrakło powietrza więc wypłynęła i została wytargana na brzeg. Podpłynęłam na drugi koniec basenu. Taaa dość długo trzymam powietrze pod wodą. Wynurzyłam się zabierając trochę amunicji z wody.
              Nade mną stał zespół.
- O w ciapkę. – w wodzie miałam większe szanse bo nie musiałam biegać. Zanurzyłam się z powrotem ale chłopcy zdążyli mnie złapać.
              Niall chwycił mnie za ramiona abym nie mogła uciec, i żebym nie upadła. Tja, dziewczyny i chłopcy mieli po zakładniku. Mianowicie ja i Louis. Przypadek?
Nie sądzę.
              Zauważyłam, że cała trawa jest mokra a w rękach nadal trzymałam jajko i pomidora. Mogłam to wykorzystać.
- Zawieszenie broni. – powiedział Liam. – Nikt nie strzela kiedy jest wymiana.
              Wypuścili nas powoli. Miałam dość spory dystans z pięćdziesiąt metrów. Fajnie, nie mając wyboru wskoczyłam do basenu i podpłynęłam do drużyny. Taylor razem z Pezz pomogły mi wydostać się z basenu.
              Cały ogród był jak jedno wielkie bagno. Super. Potem już rzucaliśmy czym popadło. Każdy miał jakiegoś przeciwnika. Taylor obrzucała Hazzę, Pezz Zayna, Elka Lou, Dan Liama a Ja Nialla.
              Nie miałam dużych szans bo miałam problem z kostką. Generalnie ja siedziałam na ziemi a rzucałam wszystkim co nawinęło mi się mi się pod rękę. Chłopak złapał mnie za zdrową nogę i przyciągnął do siebie. Wylądowałam pod nim a on do tego przytrzymał moje nadgarstki.
- I co teraz zrobisz? – zapytał blondynek.
- Nie wiem.
- No to mamy problem. Bo jak puszczę nadgarstki ty coś złapiesz i oberwę, a przy okazji jak puszczę nadgarstki mogę ja coś złapać i obrzucić ciebie.  – oznajmił.
- No to fajnie i co zrobisz?
- Poczekam aż ogłoszą koniec bitwy.
- Szkoda, nie najesz się. – wzruszyłam ramionami na ile to było możliwe. – powiedziałam.
- No cóż. – powiedział.
              Wstał i pociągnął mnie do góry, dalej trzymając za nadgarstki. Wpadłam na pomysł. Nadepnęłam na nogę i dałam w jaja. Złapałam za butelkę bitej śmietany i opryskałam chłopaka po twarzy.
- Masz przesrane. – krzyknął i zaczął mnie gonić.
              Dogonił mnie i wziął na ręce. Podszedł do basenu.
- Ach to będzie takie straszne. – westchnęłam teatralnie. – Wcale nie jestem mokra i brudna, i woda wcale mi nie pomoże, ach o ja nieszczęsna. – przyłożyłam rękę do czoła.
-  No to jak taka jesteś biedna to kąpiel ci pomoże. – powiedział i wrzucił mnie do basenu.
            Spróbowałam się wyrwać i w tym momencie Niall mnie puścił. W pewnym momencie poczułam mocny ból głowy po czym urwał się film.
***
- O ja pierdolę, moja głowa. – to były moje pierwsze słowa po przebudzeni.
- Maya, nic ci nie jest! – usłyszałam Louisa i po chwili byłam w jego ramionach. – Boli cię coś?  Dobrze się czujesz?
- Jebie mnie głowa ale to chyba nic. – powiedziałam.
            Dopiero po chwili zorientowałam się, że jestem na kanapie w salonie i wszyscy na mnie patrzą. Podniosłam się do pozycji siedzącej i poprawiłam okulary na nosie. Byłam też w suchych rzeczach. Wszyscy byli w suchych rzeczach. Jak do jasnej cholery?
            Pomasowałam tyło głowy. O matko ale guz.
- Mogę iść do pokoju? – zapytałam.
- Zaniosę cię. – zaoferował się blondyn.
            No tak, noga. Niall wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Posadził mnie na łóżku i usiadł koło mnie. Patrzyłam na niego.
- Jak trzymałem cię na rękach, to chciałaś mi się wyrwać a ja cię puściłem, wpadłaś do wody i uderzyłaś wcześniej głową o beton po czym straciłaś przytomność. Długo się nie wynurzałaś więc skoczyłem za tobą do wody i wyciągnąłem cię.  Boże ale ze mnie kretyn.
- A ja tak nie uważam. To przecież tylko wypadek, obudziłam się i jest dobrze, po tym wszystkim mam tylko guza. Skończyło się i tak happy endem.  – uśmiechnęłam się.
- Ale mogłem nawet nie próbować wrzucać cię do tego basenu. – jęknął.
- Stary, wybaczyłam ci. Koniec sprawy. – próbowałam uciąć rozmowę.
- No ale…
- Jesteś moim przyjacielem czy nie?
- No chyba jestem. – powiedział nie pewnie.
- No mam prośbę, nie gadajmy już o tym, co?
- Okey. A możesz mi pomóc?
- O co tylko poprosisz. – powiedziałam.
- No więc spodobała mi się dziewczyna. – powiedział. – I nie wiem co mam zrobić.
- Zabierz ją na pizzę… albo lepiej do kina. – zasugerowałam.
- Dobry pomysł, dzięki. – zlustrował mnie wzrokiem. - Weź się prześpij co?
- Dobra… tylko ty weź im powiedz, że poszłam spać, bo znając Louiego to zaraz tam straci przytomność. – zaśmiałam się.
- Spoko, śpij dobrze.

- Dzięki. – położyłam się i po chwili zasnęłam.

                                                                                                                                                                   

No to mamy rozdział 5
proszę komentujcie bo nie wiem ile tak na prawdę
was czyta mojego bloga
Oraz zapraszam na stronę One Direction zawładnęło moim umysłem
Lajkujcie i komentujcie i wgl c'nie
Podpisuję się Kara i jak coś to jest tam imagin mojego autorstwa.